Wczorajsza sesja, podobnie jak piątkowa, pozostawiła po sobie bardzo negatywny wydźwięk. Początkowy optymizm w miarę szybko został zdławiony przez stronę podażową. W efekcie na wykresie powstała kolejna świeca z długim górnym cieniem. Nawet zwyżki na parkietach zachodnioeuropejskich nie były w stanie poprawić wizerunku strony popytowej. Ostatecznie po niezbyt interesującej sesji kurs kontraktów terminowych na WIG20 zakończył dzień bez większych zmian.

Obraz techniczny zarówno w krótkim, jak i średnim terminie również nie prezentuje się w różowych kolorach. Po silnym spadku z przełomu kwietnia i maja doświadczyliśmy prawie stupunktowego odreagowania, które powstrzymane zostało przez pierwszą barierę podażową wyznaczoną przez okno bessy. Przy tych poziomach podaż okazała się zbyt silna, o czym świadczy przebieg ostatnich sesji. W obecnych okolicznościach wydaje się więc, że napór podaży może ustąpić dopiero w okolicy 1600-1620 pkt. Gdyby spadki zostały powstrzymane w tym przedziale, wówczas można oczekiwać kolejnej próby ataku byków i tym samym kolejnej szansy na utrzymanie hossy w długim terminie. Natomiast w przypadku przełamania wspomnianego wsparcia należy spodziewać się następnej fali spadkowej, która może znieść kurs nawet w okolice listopadowego dołka, czyli poziomu około 1410 pkt.

Wskaźniki techniczne nie są już tak jednoznaczne, jak jeszcze kilka sesji temu. Oscylatory krótkoterminowe (Stochastic czy Williams'%R) informują o wykupieniu rynku, natomiast wskaźniki średnioterminowe konsolidują się przy relatywnie niskich poziomach. Obecnie prawdopodobieństwo spadków czy ponownego odbicia jest porównywalne. Sądzę jednak, że długoterminowy trend wzrostowy zostanie obroniony.