Nie mam dla spekulantów dobrych wiadomości. Przebieg sesji jedynie utwierdza mnie w słuszności ostatniej neutralnej oceny rynku. A co gorsza, nie widać na razie czynników, które mogłyby zainicjować nowy trend. Od góry w tej chwili największą przeszkodą są luki bessy z 10 maja. Piątkowy zwrot na ich poziomie był po części wywołany transakcjami arbitrażystów. Stąd nie wszyscy jeszcze wierzyli w siłę niedźwiedzi w obszarze luki. Wczoraj podciągnięcie indeksu na śladowych obrotach ponownie do tego poziomu natychmiast zachęciło do agresywnego wyrzucania akcji największych spółek. Tym razem jednak nie był to już żaden arbitraż, a duże transakcje wyraźnie ze strony największych funduszy. Nawet na kluczowych spółkach wydawałoby się zaporowy popyt rozbijany był w ciągu kilku minut, a od góry natychmiast ustawiały się duże pakiety chętnych do ewakuacji. Takie zachowanie rynku jedynie umacnia opór na luce bessy.
Już słyszałem byki, które twierdzą, że to bardzo dobrze, bo to tylko uwiarygodni jej przebicie. Typowo amerykański życzeniowy optymizm. Jeśli już coś ma bykom pomagać, to nie opory, a wsparcia w okolicach 1600 pkt, na których jest nie tylko dołek ostatniej wyprzedaży, ale też minimum z 29 stycznia oraz "ostatnie" zniesienie (61,8-proc.) fali wzrostowej rozpoczętej w listopadzie. Zejście niżej to sygnał do kolejnej bitwy dopiero pod Grunwaldem (1410 pkt). A od razu powiem, że niżej w tym roku zejść nie powinniśmy. To jednak na razie scenariusz nie mniej odległy, jak nowe szczyty na indeksach. Nie zaprzątałbym sobie na razie głowy dylematem, w kierunku którego poziomu ruszymy. Zbyt wiele zależeć będzie teraz od decyzji i działań polityków, a tutaj trzeba psychologia/psychiatry, a nie ekonomisty. Najlepiej poczekać na wybicie.