Analitycy ostrzegają, że tegoroczna kampania może jednak różnić się znacznie od dotychczasowych.
Od 1952 roku jedynie trzykrotnie rynki w USA zamykały w roku wyborczym czerwiec na minusie. Było to w latach 1960, 1984 i 2000. Ostatni odnotowany spadek był konsekwencją pęknięcia internetowej bańki. W 85% pozostałych przypadków czerwiec przynosił inwestorom zyski, i to właśnie w tym miesiącu najkonsekwetniej powtarzał się trend zwyżkowy. W większości lat wyborczych także ostatnie siedem miesięcy roku - poczynając właśnie od czerwca - było okresem najlepszych okresów wzrostu.
Wyniki pogarszały się pod koniec roku w przypadku porażki urzędującego prezydenta. Jednak od 1952 r. rynki zamykały te siedem wyborczych miesięcy na minusie tylko raz - właśnie w katastrofalnym dla technologii roku 2000. Innym czynnikiem politycznym towarzyszącym rynkom cztery lata temu był dużo większy niż podczas poprzednich kampanii czynnik niepewności - wyścig wyborczy był o wiele bardziej zacięty i zakończył się dopiero decyzją Sądu Najwyższego, przyznającą zwycięstwo George?owi W. Bushowi.
Maklerzy porzypominają jednak, że historyczne wyniki giełd nie dają gwarancji, że trend powtórzy się w tym roku. Tym bardziej że liczba 13 lat wyborczych od 1952 r. jest statystycznie za mała, aby wysnuwać poważniejsze wnioski.
Obecna sytuacja polityczna może sugerować, że tegoroczne zachowania rynków, choć może niekoniecznie czerwiec, mogą być wyjątkiem potwierdzającym regułę - twierdzą analitycy z Wall Street. Jeśli napięcie w Iraku nie będzie słabnąć, a prezydent Bush będzie tracić w sondażach, rynki mogą zacząć reagować spadkami. Po pierwsze, dlatego że ewentualna porażka urzędującego prezydenta wnosiłaby kolejny czynnik niepewności. Po drugie zaś, ponieważ rynki zawsze wolały w Białym Domu republikanina niż demokratę.