Po pierwszej sesji w nowym tygodniu podstawowe pytanie brzmi: czy rynki akcji już wracają do trendu wzrostowego? Nie ulega wątpliwości, że przekroczenie przez Nasdaq Composite granicy 2 tysięcy punktów to sygnał kupna. I to z dwóch powodów: przekroczone zostało 62-proc. zniesienie ostatniej fali spadkowej, a także przebita została malejąca linia trendu, obejmująca ostatnie 5 miesięcy. Wiarygodność sygnału obniża nieco zachowanie wolumenu, wprawdzie był wyższy niż dzień wcześniej, ale trudno powiedzieć, żeby kilkutygodniowa tendencja spadkowa wskaźnika została przełamana. Zatem trudno stwierdzić, żeby wolumen zanegował sygnał kupna, ale też go nie potwierdził. Mimo tego, droga do szczytu z końca stycznia, który ukształtował się na 2150 pkt. wydaje się otwarta. Nasdaq ma ok. 7-proc. potencjał wzrostowy. Letni rajd na rynku technologicznym bardzo przydałby się polskim spółkom z tej branży, którym wiedzie się ostatnio słabiej. Ponad spadkową linię trendu wbił się także S&P 500. Od najwyższego zamknięcia sesji w tym roku indeks dzieliło na początku wtorkowych notowań ledwie 30 punktów (niecałe 3%).
Giełdy europejskie rosły przez trzy poprzednie sesje i wczoraj kupującym zabrakło już pieniędzy. Niemniej krótkoterminowe trendy mają kierunek wzrostowy. Niemiecki DAX wygląda nieźle - indeks zamierza przebyć całą drogę od dolnego do górnego ograniczenie średnioterminowego trendu bocznego. Do szczytów z początku roku ma jeszcze ponad 3%. Podobny dystans do tegorocznego maksimum ma francuski CAC-40, tylko 2% do rekordu brakuje londyńskiemu FT-SE 100.
Na rynkach wschodzących nie ma na razie euforii, ale sytuacja poprawia się. Pieniądze płyną do Brazylii. Bovespa, po raz pierwszy od czterech tygodni, przekroczył 20 tys. punktów. Ciekawe jak indeks zachowa się w okolicach oporu znajdującego się na 21 tys. punktów. Argentyński Merval nie dał rady przebić się ponad 1 tys. punktów i zanegować formacji podwójnego szczytu.