Wczorajsza sesja rozpoczęła dość ciekawy tydzień. Ciekawy, bo ma nas przygotować do dwóch decyzji podwyższających stopy procentowe. Można oczekiwać, że dyskusja na temat polityki monetarnej w USA i Polsce nabierze rumieńców. Wszyscy będą się zastanawiać, czy 25 pkt bazowych okaże się wystarczające, czy też może ktoś pokusi się o większy ruch, o 50 pkt bazowych? Te dylematy będą jeszcze długo dyskutowane. Problem w tym, że dyskusja przesłoniła cały rynek. Obecnie nikt już nie chce podejmować decyzji, co w efekcie daje bardzo spokojne sesje.
Tak było i wczoraj. Nie licząc ostatnich 30 minut przebieg notowań był po prostu nudny. Obroty na wszystkich spółkach wchodzących w skład indeksu WIG20 pojawiły się dopiero po 12.00. Przypomnę, że jest to indeks największych i najpłynniejszych spółek. Przez dłuższy czas wydawało się, że pobity zostanie czwartkowy rekord marazmu. Po 14.00 zrobiło się nieco ciekawiej. Aktywność wzrosła, ale ceny pozostawały na tym samym poziomie.
Dopiero ostatnie dwa kwadranse to już poważniejszy atak popytu i mocna końcówka notowań. Takie wybicie w konsolidacji powinno być przyjęte optymistycznie. W końcu któraś ze stron rynku zdecydowała się na działanie i okazał się nią popyt. Tylko, czy taka końcówka może być podstawą do prognozowania dalszego wzrostu. Cały czas nad wczorajszą sesją wisi widmo niskich obrotów. Ostatnie 30 minut niewiele tu zmienia. Wyciągnięcie cen nie wymagało poważnego kapitału. Wystarczyło ok. 7 mln złotych, by podnieść indeks o 14 pkt na fixingu.
Zatem zachowałbym ostrożność i nie szafował zbyt optymistycznymi prognozami. Pewnie dzisiejsza sesja zacznie się od zwyżki, ale przed kupnem zastanowiłbym się, czy nie był to tylko powrót do dolnego ograniczenia kanału wzrostowego.