Wczorajsze walne zgromadzenie PZU miało zatwierdzić wyniki za 2003 r., dokonać podziału rekordowego zysku, skwitować zarząd i radę nadzorczą. Przeważały opinie, że potrwa najwyżej dwie, trzy godziny. Nic nie zapowiadało, że przedłuży się do późnych godzin popołudniowych. A jednak.
Przerwa na liczenie
Maszynka zacięła się po raz pierwszy przy uchwale o podziale zysku. Zarząd zaproponował, aby z zysku za ub.r. i niepodzielonego zarobku z lat poprzednich wypłacić 5,4 zł dywidendy na akcję. Niespodziewanie mecenas Gabriel Wujek, przewodniczący zgromadzenia i jednocześnie pełnomocnik Skarbu Państwa (55,09% akcji), zgłosił poprawkę, obniżającą wartość wypłaty do 3 zł na walor. Nie przedstawił przy tym żadnego uzasadnienia. Poprosił za to o przerwę, by jeszcze raz przeliczyć zaproponowane kwoty.
Postawa SP wzburzyła pracowników-akcjonariuszy (głównie przedstawicieli związków zawodowych), którzy nazwali to farsą. Zdziwienia nie kryli również inwestorzy finansowi. - Nie rozumiem takiego postępowania. Wydawało się, że przy tak szczupłych przychodach z prywatyzacji ministerstwu skarbu będzie zależało na jak największej dywidendzie - komentował później w kuluarach jeden z nich.
Prośba o konsultacje