Wszyscy debiutanci zachwalają swoje akcje. Potwierdzają to wyceny, dokonywane przez analityków. Na przykład jedną akcję Impela Dom Maklerski BZ WBK, wchodzący w skład konsorcjum oferującego papiery, wycenił we wrześniu zeszłego roku na 34,9 zł (przed emisją). Dom Inwestycyjny BRE, zaangażowany w ofertę Hoopa, oszacował wartość akcji na 26 zł. Czasem rzeczywistość rozmija się z wycenami. W razie pomyłki rachunek płacą przede wszystkim drobni inwestorzy - albo bezpośrednio, albo pośrednio, jeśli w ich imieniu akcje kupiły OFE.

Obydwie spółki zadebiutowały na fali hossy średniaków. W połowie kwietnia tego roku zakończyła się ostatnia odsłona tego trendu, ale wciąż mamy dużo ofert na rynku pierwotnym. Polecałbym tę samą zasadę, która obowiązuje na rynku wtórnym - przede wszystkim ochrona kapitału. Jeśli coś budzi nasze wątpliwości, lepiej nie kupić akcji. Hoop i Impel to nie są odosobnione, ani też skrajne przypadki. Wcześniej była na przykład Netia, albo MCI - obydwie firmy sprzedały się w ofertach pierwotnych drogo, po czym zaliczyły duży "zjazd" na rynku wtórnym.

Znacznie pogorszyło się położenie banków. Nie chodzi tylko o zbliżającą się ofertę PKO BP, ale także o rosnące stopy procentowe. Wprawdzie analitycy nie wykluczają, że w krótkim terminie może mieć ona korzystny wpływ na osiągane marże, ale efekt ten przypuszczalnie będzie znikomy (a może nie pojawi się wcale), ze względu na wstąpienie do Unii. To zaostrzyło konkurencję na naszym rynku i trudno oczekiwać, żeby było tu miejsce na zwiększanie marż. Większe zagrożenie widziałbym w zmniejszonym wolumenie kredytów, w związku z rosnącymi kosztami pieniądza. Potwierdzeniem, że gorsze perspektywy zaczynają także uwzględniać inwestorzy, będzie przełamanie ważnych wsparć na wykresach Pekao i Banku BPH. Znajdują się one odpowiednio na poziomie 113 zł i 400 zł.

Na marginesie - w środowisku rosnących stóp procentowych - wycena PKO BP, największego polskiego detalisty będzie pewnie niższa, niż jeszcze kilka miesięcy temu.