Gdyby trzymać się analizy technicznej, to wczorajszy ranek był potwierdzeniem sygnału sprzedaży, jaki utworzyła na wykresie czwartkowa wyspa odwrotu. Wraz z rozpoczęciem handlu akcjami oba rynki wybiły się dołem z trzydniowej konsolidacji, robiąc najdłuższą półgodzinną świeczkę od połowy lipca. I co z tego? Nic, odpowiem rozczarowująco, tracąc na brak prognozy już pierwszy akapit.

Ale nie można przecież poważnie podchodzić do zmian na rynku, gdy obroty temu towarzyszące ledwo przekraczają 150 mln, z czego 1/3 robi tylko PKN. Przy okazji tej spółki warto zwrócić uwagę na ciekawe giełdowe zjawisko. Kurs zachowuje się relatywnie lepiej od reszty rynku, zbliżając się już do kwietniowych szczytów hossy. Ta siła uzasadniana jest przez analityków wszelkimi karkołomnymi sposobami, z politycznymi włącznie. A nikt jakoś nie jest skory powiedzieć, że jest to po prostu gra pod wyniki kwartalne koncernu. Nie byle jakie wyniki, bo wysokie marże rafineryjnie powinny przełożyć się na historyczny rekord zysku. Czyżby chodziło o kupno plotek i sprzedaż faktu? Znowu?

Wracając jednak do dylematu pozycji na kontraktach, to wskazówką dla jej kierunku powinien być dzisiejszy komunikat RPP. To na dzisiaj kluczowe wydarzenie dla naszego rynku. Tym bardziej że ankietowani przez serwisy analitycy są bardzo podzieleni w swoich prognozach. Co gorsza, trudno którejś z poróżnionych stron zarzucić brak racji, bo nie ma aż tak jasnych przesłanek do decyzji RPP, by jakakolwiek decyzja mogła zostać uznana za "błędną". Brak podwyżki przyniesie bykom odreagowanie. Z kolei 50 pb. przeceni rynek, choć nie tak silnie jak w zeszłym miesiącu. Paradoksalnie moim zdaniem najgorzej będzie, gdy dostaniemy podwyżkę o 25 pb., bo akcjom to oczywiście szkodzi, a inflacji wcale nie stłumi.