Spadek Nasdaqa na początku środowych notowań poniżej połowy białej świecy z poprzedniego dnia przekonuje, że ruch powrotny do przebitego niedawno majowego dołka dobiega końca. Posiadacze akcji z branży technologicznej nie mogą mieć dobrych nastrojów. Nie dosyć, że ostatni miesiąc przyniósł im wyraźne straty, to przyszłość nie wygląda lepiej. Zmianę średniookresowego trendu potwierdza zniżkująca średnia krocząca ze 100 sesji, która na dodatek w połowie lipca przecięła od góry średnią z 200 sesji. Droga do 38,2-proc. zniesienia wzrostu, trwającego od jesieni 2002 r., stanęła otworem. To oznacza, że Nasdaq będzie zmierzał do 1670 pkt.
Wtorkowe odbicie niewiele pomogło szerokiemu rynkowi w USA. S&P 500 szybko powrócił w okolice kluczowego wsparcia przy 1084 pkt. Potwierdza się zatem, że sygnał sprzedaży w postaci przełamania 200-sesyjnej średniej kroczącej oddziałuje na rynek. Wszystko wskazuje na to, że poprzedza on udany atak na majowe minimum, co utrwali spadkową tendencję na amerykańskich parkietach.
Także w odniesieniu do europejskich giełd brak jest powodów do optymizmu. Indeks DJ Stoxx 50 znalazł się w tym tygodniu na najniższym poziomie w tym roku. Ukształtowane w ostatnich miesiącach dwa położone coraz niżej dołki nie pozostawiają złudzeń, że podaż przejęła kontrolę nad spółkami ze Starego Kontynentu. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest spadek indeksu z obecnych 2,6 tys. pkt w okolice 2,4 tys. pkt. Do zanegowania niepomyślnych sygnałów doszłoby wraz z zamknięciem ponad 2,65 tys. pkt.
Coraz ciekawsza sytuacja robi się w Budapeszcie. Od początku tego miesiąca BUX pozostaje w wąskiej konsolidacji tuż pod tegorocznym szczytem. Wczorajszy spadek nie doprowadził do jej zakończenia, ale stwarza dobrą podstawę do ataku sprzedających na jego dolną granicę. Zostałoby to prawdopodobnie odebrane jako koniec marzeń o nowych rekordach i zaowocowało próbą przecięcia głównej linii trendu rosnącego, jaka daje wsparcie węgierskiemu parkietowi od blisko półtora roku. Aktualnie przebiega ona na wysokości 11 tys. pkt.