Tzw. przeciętny Kowalski, będzie mógł uczestniczyć w programach sekurytyzacyjnych, kupując papiery dłużne albo certyfikaty funduszy inwestycyjnych. Na rozwiniętych rynkach sprzedawane są różne rodzaje obligacji sekurytyzacyjnych. W zależności od tego, na jakich aktywach opiera się emisja (np. bankowe kredyty konsumpcyjne, hipoteki, należności handlowe czy inne), papiery mają określone symbole, ABS, MBS, CBO itd.
Czy w Polsce zdobędą zainteresowanie inwestorów indywidualnych? - Na początku popyt może nie być duży, ale w miarę rozwoju rynku powinien się zwiększyć - mówi N. Nowacki. Jego zdaniem, może to nastąpić najwcześniej za pięć lat, pod warunkiem, że sekurytyzacja w Polsce się rozwinie. Przeszkodą może być jednak duże przywiązanie Polaków do tradycyjnych instrumentów finansowych takich jak lokaty bankowe czy obligacje Skarbu Państwa. - Potrzeba czasu, aby inwestorzy zrozumieli zasady funkcjonowania obligacji sekurytyzacyjnych, nauczyli się je wyceniać i określać ryzyko - twierdzi szef Larchmont Finance.
Popyt na fundusze
sekurytyzacyjne
Według N. Nowackiego, większą szansę na przyciągnięcie uwagi inwestorów będą mieć fundusze sekurytyzacyjne. Mogą być tworzone w Polsce od początku lipca, tj. od momentu wejścia w życie nowej ustawy o funduszach inwestycyjnych. Fundusze będą emitować certyfikaty, a pozyskane w ten sposób pieniądze przeznaczać na zakup określonych aktywów, np. wierzytelności handlowych. W opinii szefa Larchmont Finance, TFI wykazały się w ostatnich latach dużą skutecznością w przyciąganiu inwestorów. Jest więc szansa na to, że zainteresują ich również ofertą funduszy sekurytyzacyjnych.