- Transakcje sekurytyzacyjne są dużo bardziej skomplikowane od zwykłych emisji obligacji - mówi W. Lipka. Dlatego trudno sobie wyobrazić realizację programu bez udziału agencji ratingowej, chociaż podnosi to jego koszt (za nadanie ratingu obligacjom trzeba zapłacić). - Papiery sekurytyzacyjne emitowane na rozwiniętych rynkach nierzadko mają dwa, a nawet więcej ratingów - twierdzi szef Fitch Polska.

Agencja ratingowa - nadając ocenę obligacjom - bada sytuację inicjatora oraz jego wierzytelności, które mają być zabezpieczeniem emisji. Poza tym ocenia całą transakcję sekurytyzacyjną: sprawdza, czy została przeprowadzona zgodnie z prawem i czy interes inwestorów (nabywców obligacji) jest w pełni zabezpieczony.

W ramach oceny inicjatora, agencja bada nie tylko jego kondycję finansową, ale również pozycję na rynku, konkurencję w branży czy relacje z odbiorcami i dostawcami. Dzięki temu może z dużym prawdopodobieństwem określić, czy firma nie upadnie przed końcem programu sekurytyzacyjnego. Jest to szczególnie ważne w przypadku sekurytyzacji portfela aktywów o charakterze odnawialnym.

Ryzyko obligacji emitowanych przez spółkę specjalnego przeznaczenia (SPV) może być mniejsze od ryzyka inicjatora, czyli instytucji, która sprzedaje swoje wierzytelności. Jest to możliwe, bo podmioty te działają niezależnie od siebie. W konsekwencji obligacje sprzedawane przez SPV mogą mieć wyższy rating od papierów, które inicjator mógłby wyemitować samodzielnie.