Za nami kolejna sesja bez większej historii. Notowania zdominowane zostały przez publikowane wyniki kwartalne oraz przez wciąż rosnące ceny ropy. Pierwszy czynnik, w większości przypadków, pozytywnie oddziaływał na kursy, drugi zniechęcał do kupowania akcji. Nic więc dziwnego, że sesja zakończyła się remisem, bo tak trzeba określić minimalny wzrost przy niższej niż dzień wcześniej aktywności inwestorów. Z technicznego punktu widzenia korzystnie na segment największych firm oddziałuje bliskość 200-sesyjnej średniej kroczącej.
Drożejąca ropa z dwóch powodów niekorzystnie oddziałuje na rynki. Wzmaga obawy o dalsze przyspieszenie inflacji i w efekcie bardziej radykalne działania ze strony banków centralnych. Jednocześnie stwarza zagrożenie, że wydatki konsumenckie ulegną osłabieniu. Jest to bardzo ważna sprawa głównie w USA. Czerwcowe dane pokazały wyraźny spadek skłonności Amerykanów do wydawania pieniędzy. Po tygodniowych raportach o lipcowej sprzedaży detalicznej można sądzić, że w poprzednim miesiącu było trochę lepiej. Rodzi się jednak pytanie, w jakim stopniu większe wydatki na paliwo wpłyną na popyt na inne dobra. Po uwzględnieniu inflacji ropa jest obecnie najdroższa od połowy lat 80. Natomiast ceny benzyny w ujęciu realnym przez ostatnie prawie 20 lat pozostawały stabilne i wahały się w granicach 1,25-1,7 USD za galon. Teraz znajdują się w przy górnym ograniczeniu tego przedziału, ale do rekordowego poziomu z początku lat 80. brakuje jeszcze ponad dolara. Można jednak przypuszczać, że dalszy wzrost ceny będzie negatywnie oddziaływać na gospodarkę i tym samym na giełdy.
Droga ropa sprzyjała do tej pory notowaniom firm naftowych. Istnieje jednak pewna granica wzrostu cen ropy, powyżej której nie da się w pełni przerzucić wyższych kosztów na klienta bez obawy o spadek sprzedaży. W związku z tym ewentualne pogorszenie klimatu wokół tej grupy spółek oznaczałoby, że taka granica została przekroczona. Byłby to kolejny negatywny sygnał dla rynków akcji.