Wczorajsza sesja miała dwa oblicza. Spokojne i pogodne oraz dzikie i nieobliczalne. Doktor Jekyll i pan Hyde w wydaniu rynku terminowego. Wyzwalaczem tej przemiany były dane z USA. Jak podał Departament Pracy, zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrosło w lipcu o jedyne 32 tys., podczas gdy rynki oczekiwały przyrostu na poziomie 243 tys. Jakby tego było mało, zostały zweryfikowane czerwcowe dane (ze 112 do 78 tys.).

Powyższe dane poddają w wątpliwość ostatnie wypowiedzi Alana Greenspana, że zadyszka amerykańskiej gospodarki, jest tylko chwilowa. I tak też zinterpretowali je inwestorzy na świecie. Polscy również. Kontrakty w jednej chwili straciły 1%. W efekcie zamknięcie sesji wypadło na poziomie 1664 pkt. (-1,77%).

Na wykresie dziennym FW20U4 została wyrysowana czarna świeca. Razem z dwoma poprzednimi tworzy ona lokalną formację gwiazdy wieczornej. Jest to dość istotne, bowiem rynek zamknął się tuż powyżej dolnego ograniczenia kanału, w jakim kontrakty pozostają od trzech miesięcy. Ewentualne wybicie dołem będzie silnym sygnałem sprzedaży, otwierającym drogę do minimum 1570 pkt.

Spadki powinny być jednak większe. Wiele wskazuje na to, że obecnie jesteśmy świadkami korekty 20-miesięcznej hossy, która będzie miała postać zygzaka ABC. W tej chwili brakuje jeszcze fali C. Zakładając że A=C, należy liczyć się ze spadkami do 1480 pkt. Gra jest więc warta świeczki. Tylko czy nastąpi wybicie? Można jedynie zgadywać. Dlatego z zajmowaniem pozycji lepiej zaczekać na konkretne sygnały.

Szanse na większy ruch do dołu potwierdza wykres tygodniowy. Sygnały sprzedaży i negatywne dywergencje na wskaźnikach świadczą o korekcyjnym charakterze obecnej stabilizacji. Wybicie powinno więc być dołem.