Wczorajsza sesja przyniosła wybicie w dół. Linia trendu wzrostowego oparta o dołki z 17 maja, 16 lipca i 30 lipca, będąca jednocześnie dolnym ograniczeniem konsolidacji, została wczoraj przebita. Stało się to już w czasie drugiej godziny notowań. Przez resztę sesji nie udało się bykom zanegować tego sygnału.

Wszystko wydaje się więc jasne. Mamy sygnał, trzeba na niego reagować. Problem w tym, że jest wiele wątpliwości. Teoretycznie ten sygnał powinien być podstawą do twierdzenia, że korekta spadku z przełomu kwietnia i maja właśnie się zakończyła i teraz należałoby spodziewać się kolejnej fali wyprzedaży. Jest to więc sygnał bardzo istotny i dla wielu graczy powinien być kluczowy do podejmowanych decyzji. Można wiec domniemywać, że takie zachowanie rynku spowoduje zwiększoną aktywność graczy podążających za zmianami na rynku.

Wczoraj nic takiego nie miało miejsca. Pomimo przebicia linii aktywność graczy była słaba. Nie jest to dziwne zachowanie - to już się zdarzało. Padał sygnał, ale rynek już nie miał sił kontynuować ruchu. Takie sytuacje zwie się pułapkami. Po chwili, gdy do graczy dochodzi, że ceny nie będą podążać za sygnałem, następuje odwrót. Po krótkim czasie sygnał jest negowany. Wczoraj takiej negacji nie było. Od południa ceny wprawdzie rosły, ale był to bardzo powolny wzrost. Do końca notowań na rynku utrzymywała się bardzo mała aktywność.

To co może sugerować, że sygnał może okazać się skuteczny, to rosnąca LOP. Wydaje się więc, że LOP potwierdza wczorajszą czarną świecę na wykresie dziennym. To punkt dla niedźwiedzi. Byki też mają swój. Indeks wczoraj także naruszył swoją linię, ale udało się mu powrócić nad jej poziom. Mamy remis ze wskazaniem na spadek.