Upalny weekend sprzyja dobrym nastrojom. Tak można chyba tłumaczyć niezrozumiały zryw kupujących w poniedziałkowy poranek. Mimo że ceny polskich obligacji zostały wyśrubowane już w piątek, wczorajszy handel rozpoczął się znów pod dyktando kupujących. Optymizm nie trwał jednak długo, bowiem część inwestorów przystąpiła do realizacji zysków. Efektem tego był spadek cen znacząco poniżej piątkowego "zamknięcia". To, moim zdaniem, pokazuje prawdziwą siłę rynku, a raczej jej brak.
Prawdopodobieństwo podwyżek stóp w Polsce nie maleje. Niezrozumiałe jest więc, że wzrost na rynkach bazowych, nawet tak duży jak w piątek, jest źródłem dużych zakupów na naszym rynku. Dotyczy to szczególnie krótkiego końca krzywej, który znajduje się według mnie na poziomie ryzykownym, by nie rzec niebezpiecznym. Potwierdza to również poniedziałkowy przetarg bonów skarbowych, na który inwestorzy złożyli oferty wartości zaledwie 1,3 mld zł, a średnia rentowność sprzedanych bonów nieco wzrosła w porównaniu z poprzednią aukcją.
Na koniec wczorajszej sesji obligacje dwuletnie OK0806 kwotowane były z rentownością 7,71% (wzrost o 4 pb. w stosunku do piątku), pięcioletnie DS0509 - 7,73% (wzrost o 6 pb.) a 10-letnie DS1013 - 7,41% (wzrost o 2 pb.). Myślę, że wciąż są to poziomy na sprzedaż. Posiedzenie RPP się zbliża.