Powodem, dla którego wprowadziliśmy ten punkt do porządku obrad walnego zgromadzenia, była nasza głęboka frustracja wynikająca z tego, że nigdy nie udało się nam przedyskutować tego tematu na żadnym z posiedzeń rady nadzorczej PZU, ponieważ reprezentanci Skarbu Państwa skutecznie go unikali. A teraz, gdy ministrem skarbu jest Jacek Socha, który od lat jest związany z rynkiem kapitałowym, oraz od dawna opowiadał się za stosowaniem zasad zarządzania korporacyjnego, liczymy, że pomoże nam wprowadzić je w grupie PZU.
O ile, Pana zdaniem, mogłyby być lepsze wyniki grupy PZU, gdyby obowiązywały w niej zasady corporate governance, i nie byłaby ona bohaterem tylu afer?
Sprawa jest bardzo delikatna, tym bardziej że Eureko szacuje obecnie straty związane z tym, że akcje PZU nie zostały wprowadzone na giełdę. Dlatego też nie mogę teraz podać żadnych, nawet szacunkowych, liczb. Ale dla osób, które robią takie analizy, jest jasne, że każdy stracony punkt procentowy udziału w rynku ma duży wpływ na wynik firmy. Jeżeli nie przeprowadza się w niej niezbędnej modernizacji w odpowiednim czasie, to również ma duży wpływ na to, jakie spółka osiąga rezultaty. Godne podziwu jest to, że mimo tych zaniechań czy ciągłych zmian osób zasiadających w zarządzie ze strony Skarbu Państwa, PZU ma tak dobre wyniki.
Nie uważa Pan, że przegraliście najważniejszą uchwałę, w myśl której walne obligowało do wprowadzenia spółki na giełdę do końca czerwca 2005 r.
Rzeczywiście żałujemy, że nie udało się nam znaleźć większości, która umożliwiłaby przyjęcie tej uchwały. Chciałbym jednak zaznaczyć, że zgłaszając jej projekt, nie zamierzaliśmy wywierać żadnych nacisków. Jeśli zamierzamy sprawę doprowadzić do końca, czyli upublicznić PZU, to musimy porozumieć się ze Skarbem Państwa.