Miałem ostatnio wątpliwą przyjemność odpowiadać na pytania w dwóch sondach, prowadzonych przez firmy badające opinie konsumentów na zlecenie firm piwowarskich. Pytania dotyczyły Żywca i Kompanii Piwowarskiej. Jak wiadomo, piwo jest darem natury i generalnie nieprzyjemne bywa tylko w bardzo dużych ilościach. Skąd więc owa wątpliwa przyjemność?
Ano stąd, między innymi, że pytania w najmniejszym stopniu dotyczyły piwa. Ankieterów nie interesowało kompletnie, czy podoba mi się smak danego piwa oraz jego barwa. Mało tego - nawet mnie nie zapytano, czy w ogóle pijam piwo tych firm. Po części ankieter miał rację - kiedyś jeden z tych browarów miał serię piwa, po której na długo porzuciłem go na rzecz konkurencji. Ale ze względu na fuzje i przejęcia nie mam pojęcia, czy nie piłem innej marki, która do tego pechowego browaru należała.
Pytania - zadawane na różne sposoby - dotyczyły głównie tego samego. Czy Żywiec, czy Kompania dostatecznie wspierają samorządy, kulturę, walczą o czyste środowisko oraz z brakiem kultury przy kuflu i alkoholizmem.
Tak się składa, że nie mam zielonego pojęcia, jak idzie tym firmom współpraca z samorządami. I niespecjalnie mnie to obchodzi. Co do kultury - to niestety, browary nie sponsorują książek, które kupuję, a w pozostałych dziedzinach ich udział mi jakoś umyka. Ale pozostałe pytania brzmiały już nieco absurdalnie.
Czy browary walczą z alkoholizmem? Oczywiście, że nie - i niech tak zostanie. Przecież - byłoby nie było - piwo jest napojem alkoholowym i sprzedaje się go między innymi początkującym i zatwardziałym alkoholikom oraz - niestety - ludziom nieco za młodym. Nawet przekazanie części zysków na różnego rodzaju organizacje walczące z nałogiem nie załatwi problemu, skoro więcej pieniędzy wydaje się na promocję. Jakimś tam rozwiązaniem byłoby zamknięcie całego interesu. Ale tego chyba niewiele osób by chciało. A poza tym, piwo nasi praszczurowie pędzili wtedy, gdy z kolegami chadzali na Rzymian i o Żywcu ani Kompanii nikt nie słyszał.