Piątkowe notowania na światowych giełdach znów zdominował "dyżurny" temat, czyli ceny ropy. W Nowym Jorku przekroczyły już poziom 49 USD za baryłkę i lada chwila mogą pokonać ważną z punktu widzenia psychologii barierę 50 USD. W Londynie za jedną baryłkę płacono ok. 45 USD. Wysokie notowania tego surowca to na ogół zła wiadomość dla giełd. W Europie było to główną przyczyną dalszej wyraźnej przeceny akcji spółek z sektora motoryzacyjnego i lotniczego, a więc z tych branż, które najbardziej niekorzystnie odczuwają wzrost cen paliw. Analitycy banku inwestycyjnego Fortis Investments z Amsterdamu pisali w raporcie w piątek wprost, że "spodziewamy się jeszcze wzrostu cen ropy i co za tym idzie, pogorszenia koniunktury gospodarczej (...) dlatego zalecamy redukowanie udziału akcji w portfelach".

Jest tylko jeden sektor, którego cieszą wysokie ceny na rynkach paliwowych - branża naftowa. Producenci ropy notują od kilku tygodni wzrost kursów. W piątek brytyjsko-holenderski Royal Dutch/Shell odnotował ponad 1-proc. wzrost kursu. Analitycy Merrill Lynch podnieśli spółce rekomendację z "trzymaj" do "kupuj".

W Stanach Zjednoczonych Dow Jones Industrial Average, czyli wskaźnik grupujący 30 największych amerykańskich spółek, zyskał w pierwszej połowie sesji nieznacznie na wartości. Duża w tym zasługa reprezentanta branży naftowej w tym indeksie - koncernu Exxon, którego akcje drożały wyraźnie przed południem. Wtórowali mu najwięksi lokalni rywale - ChevronTexaco i ConocoPhillips (nie należą do DJIA). W takich warunkach subindeks branży energetycznej wyliczany przez Standard & Poor's wzrósł w piątek przed południem o 1,4% i była to najsilniejsza zwyżka wśród wszystkich 24 indeksów sektorowych tworzonych przez S&P.

Piątek był drugim dniem notowań na rynku Nasdaq spółki Google, właściciela najpopularniejszej na świecie sieciowej wyszukiwarki. Po 18-proc. zwyżce kursu dzień wcześniej, inwestorzy nadal kupowali akcje firmy, choć już nie w takim tempie. Kurs w pierwszych godzinach sesji wzrósł o ponad 1%.