Może w niezbyt imponującym tempie, ale za to regularnie, najważniejsze światowe indeksy poruszają się w kierunku północnym. Wczoraj do rynków znajdujących się w krótkoterminowym trendzie wzrostowym dołączyła giełda w Tokio. Nikkei zamknął sesję na 11 244,4 pkt, kończąc tym samym kilkudniową spadkową korektę. Podobnie jednak jak w przypadku większości najważniejszych światowych indeksów, w średnim terminie trend ma kierunek horyzontalny. Znaczenie wczorajszego wzrostu jest zatem ograniczone.

Rynki amerykańskie, ze względu na święto pracy, wczoraj nie pracowały. Warto zatem tylko podkreślić różnice występujące między poszczególnymi indeksami. S&P 500 konsekwentnie realizuje scenariusz wynikający z budowanego od ponad pół roku kanału spadkowego. Piątkowe obsunięcie można traktować jako klasyczny ruch powrotny do średniej z 200 sesji, przebitej w czwartek. Choć potencjał wzrostowy nie wydaje się w tej chwili powalający, to jednak nie ulega też wątpliwości, że bieżący trend jest korzystny dla posiadaczy akcji.

Do miana najważniejszego w tej chwili indeksu urasta średnia przemysłowa Dow Jones. Już w piątek wskaźnik zmierzył się ze spadkową linią trendu, analogiczną do tej, która stanowi górne ramię kanału na wykresie S&P 500. Na razie próba wybicia nie powiodła się, ale też i spadek nie był dotkliwy. Więcej o rozkładzie sił na rynku będzie można powiedzieć dziś wieczorem, kiedy zakończy się pierwsza "prawdziwa" sesja po wakacjach.

Nasdaq Composite, trzeci z amerykańskich indeksów, znajduje się w średnioterminowym trendzie spadkowym - ostatnia nie poprawiła w istotny sposób sytuacji spółek technologicznych.

Na najważniejszych europejskich parkietach dominuje popyt. Wczoraj Dow Jones Stoxx 50 wzrósł po raz trzeci z rzędu, przebijając najważniejszą spadkową linię trendu. Jeśli ma być zrealizowana zwyżka z dość rachitycznej odwróconej głowy z ramionami, to wykres powinien dotrzeć w okolice marcowo-kwietniowych szczytów (2795-2805 pkt).