Przedłużony weekend wpłynął na poprawę nastrojów amerykańskich inwestorów. We wtorek przystąpili do kupna akcji, ale odnosiło się wrażenie, że czynią to bez przekonania. Po zwyżce z pierwszego kwadransa popyt nie miał siły do dalszego wzrostu. Nie zmienia to jednak faktu, że w krótkim terminie to on wciąż przeważa. Od sierpniowego dołka S&P 500 zyskał ponad 5%, czyli mniej więcej dokładnie tyle samo, ile podczas dwóch poprzednich zwyżek, rozpoczętych pod koniec marca i w połowie maja. Natomiast do głównej bariery podażowej, jaką stanowi linia biegnąca po tegorocznych szczytach, jest jeszcze trochę miejsca.
Zachowanie indeksu w połączeniu z tymi dwoma faktami będzie istotną wskazówka, mówiącą o sile kupujących. Gdyby okazało się, że S&P 500 ma kłopoty z dalszym ruchem w górę, otrzymamy niepokojący sygnał, przestrzegający przed pogorszeniem notowań. Natomiast dalszy wzrost korzystnie świadczyłby o bykach i dawałby nadzieję nie tylko na dotarcie do linii trendu (1135 pkt), ale też jej przełamanie. Wtedy do maksimum z I kwartału tego roku droga stałaby otworem.
Do interesujących wniosków skłania przebieg MACD. Wskaźnik w ujęciu tygodniowym znajduje się na poziomie równowagi i jest coraz bliżej wygenerowania sygnału kupna. Histogram dziennego MACD dotarł do poziomu, przy jakim zatrzymywały się dwie poprzednie fale wzrostowe. To zmniejsza szanse na kontynuację korzystnej tendencji, tym bardziej że Stochastic wykazuje pokaźne wykupienie rynku. Zachowanie tych wskaźników skłania do przekonania o dojrzewaniu sytuacji przynajmniej do krótkoterminowego rozstrzygnięcia. Dalszy wzrost indeksu będzie pokazywał, że rynek jest znacznie silniejszy niż przy dwóch poprzednich ruchach w górę. To stworzy możliwość dotarcia S&P 500 do 1160 pkt. Odbicie od 1120 pkt i zamknięcie poniżej 1100 pkt zapowie kontynuację łagodnego trendu malejącego.
Optymizm ograniczają notowania Nasdaqa. Indeks pozostaje w trendzie spadkowym. Opór przy 1880 pkt pozostaje niepokonany, wskaźniki potwierdzają przewagę sprzedających. Zamknięcie poniżej 1832 pkt oznaczałoby rozpoczęcie kolejnej fali wyprzedaży w segmencie technologicznym.