Największym zainteresowaniem ze strony inwestorów podczas wczorajszych sesji na czołowych światowych giełdach cieszyła się branża high-tech. Główny, i do tego pozytywny, impuls dała Nokia. Fińska spółka, największy na świecie producent telefonów komórkowych, podniosła prognozę wyników. Jej akcje, bardzo przecenione w tym roku, szybko zdrożały po obu stronach Atlantyku. W Helsinkach ich cena wzrosła prawie o 7%, w pierwszej połowie sesji w Nowym Jorku kwity depozytowe fińskiej spółki zdrożały o 8,5%.
Dobra prognoza Nokii pobudziła popyt na walory innych firm produkujących telefony komórkowe oraz spółkę zajmującą się wytwarzaniem podzespołów do nich. W Stanach Zjednoczonych dodatkowym bodźcem do kupowania papierów spółek high-tech były znacznie lepsze od prognoz wyniki finansowe spółki Comverse, produkującej oprogramowanie wykorzystywane w skrzynkach głosowych w telefonach komórkowych. Jednak ogólnie na giełdach za Atlantykiem akcje raczej taniały. Przyczynił się do tego raport Departamentu Energetyki (publikowany wyjątkowo w czwartek a nie w środę, ze względu na poniedziałkowe święto w USA). Poinformowano w nim o większym od oczekiwanego spadku zapasów ropy, co pobudziło wczoraj zwyżkę notowań tego surowca. W takich warunkach indeks Dow Jones stracił do godz. 22.00 naszego czasu 0,24%, a Nasdaq Composite zyskał 1,03%.
W Europie wieści z branży high-tech nie były już tak dobre. Choć Nokia mile zaskoczyła, to inwestorów rozczarowały wyniki innej spółki - francuskiego producenta oprogramowania Cap Gemini. Inwestorów bardzo negatywnie rozczarowała też brytyjska firma cateringowa - Compass. Jej akcje staniały aż o 23%, najsilniej w historii, po tym jak podała, że konieczność obniżenia cen, wyższe koszty zatrudnienia i rosnące koszty funduszu emerytalnego spowodują, iż spółka nie zrealizuje prognozy wyników na bieżący rok. Londyński wskaźnik FT-SE 100 spadł wczoraj o 0,45%, frankfurcki DAX o 0,85%, a paryski CAC-40 stracił 0,69%. Indeksy pogłębiły spadek, gdy nadeszły złe wiadomości z otwarcia w USA.