Byki po wtorkowej sesji są w bardzo dobrych nastrojach. Po serii 12 białych świec lub inaczej - po 10-proc. wzroście WIG20, nadzieje podaży na spadek były aż nadto widoczne. Początkowy niewielki popyt w trakcie zwyżki przybierał na sile, bez trudu wyczerpując pojawiającą się podaż. Rynek jest silny, co pokazał również i wczoraj.

Dobre otwarcie wtorkowej sesji wystraszyło chyba nieco graczy (nagle znaleźliśmy się ponad poziomem 1800 pkt), co spowodowało wyprzedaż i szybki spadek WIG20 o 20 pkt. To, co działo się później, to uspokojenie i coś, co nazwałbym "defektem podaży", nie potrafiącej zbić rynku niżej. Z drugiej strony, dobrze świadczy to o jego sile, choć należy pamiętać, że pomagają nam giełdy zachodnie. Mówiąc o tym warto zastanowić się, czy obecny wysoki kurs złotego zachęci inwestorów zagranicznych do inwestycji na naszym rynku w większym zakresie, aniżeli tylko poprzez uczestnictwo w ofercie publicznej Banku PKO BP. Mam co do tego wątpliwości, choć pewny ich udział w obecnej zwyżce jest niezaprzeczalny.

Od strony technicznej główny indeks prezentuje się bardzo dobrze. Obawy budzi jednak wygląd oscylatorów, szczególnie w układzie tygodniowym. WIG20 zbliżył się do rocznego maksimum na odległość zaledwie 4%, natomiast wskaźniki pozostają daleko w tyle, co rodzi realne zagrożenie powstaniem negatywnych dywergencji. Wówczas przebicie poziomu 1875 pkt może być krótkotrwałe i zakończyć się potężną wyprzedażą. Z drugiej strony, chcę zwrócić uwagę na inny, pozytywny sygnał. Mianowicie średnia krocząca z 15 tygodni nie spadła poniżej SK-45, odwracając spadki w jej okolicy. Tym samym obecnie wszystkie średnie (z 15, 45 i 100 tygodni) znajdują się w trendzie wzrostowym. Paradoksalnie, dzisiejszy bardzo nieśmiały "pokaz" podaży może dodatkowo zachęcić inwestorów do zakupów w środę. O ile giełdy zachodnie zakończą notowania co najmniej na zero.

Co by nie pisać, to zamknęliśmy się na poziomie 1800 pkt, co jeszcze parę tygodni temu wydawało się nie do pomyślenia.