Początek pierwszej w tym tygodniu sesji na giełdach nowojorskich przyniósł spadek indeksu Dow Jones Industrial Average. Nic dziwnego, skoro dwie spośród trzydziestu największych amerykańskich spółek otrzymały gorsze rekomendacje. Analitycy Merrill Lynch obniżyli największej światowej instytucji finansowej - Citigroup - rekomendację z "kupuj" do "trzymaj", co spowodowało przecenę jego papierów przed południem o 2,5%. Powodem gorszej oceny spółki była decyzja władz nadzorujących japoński rynek o rocznym zakazie działalność Citigroup w bankowości prywatnej. Także w Europie bank miał ostatnio kłopoty, gdy wyszło na jaw, że dokonywał nielegalnych transakcji na rynku obligacji. Drugą spółką z DJIA, która otrzymała niższą ocenę - "trzymaj" do Morgan Stanley - był potentat farmaceutyczny Pfizer. W tym przypadku główną przyczyną były perspektywy pogorszenia rezultatów spółki.

Wczoraj także kilka ważnych spółek obniżyło prognozy wyników. W tej grupie znalazł się m.in. producent kosmetyków Colgate-Palmolive. W takich warunkach Dow Jones Industrial Average stracił do godz. 22.00 naszego czasu 0,79%. Nasdaq Composite również obniżył się w tym samym okresie o 0,06%.

W Europie na pierwszy plan wysunął się w poniedziałek potężny konglomerat Unilever, znany z produkcji żywności i środków czystości. Jego akcje spadły aż o 5,7%, ciągnąc za sobą walory innych spółek z branży spożywczej, takich jak Danone (-1,7%) czy Cadbury (-1,2%). Subindeks tej branży z grupy Stoxx stracił wczoraj aż 1,8%. W ogóle sektor słabo zachowuje się w tym roku na giełdach. Powodem jest wciąż zbyt wolny wzrost gospodarczy w Europie Zachodniej, w związku z czym spółki spożywcze narzekają na brak popytu, co z kolei przekłada się na ich wyniki. Dlatego Unilever poinformował wczoraj, że w tym roku jego zysk na akcję wzrośnie najwyżej o kilka procent, choć wcześniejsze szacunki były znacznie bardziej optymistyczne. Wśród indeksów narodowych - londyński FT-SE 100 spadł wczoraj o 0,25%, frankfurcki DAX o 0,26%, a paryski CAC-40 o 0,6%.