Więc tak: WIG ustanowił w piątek rekord, a WIG20 umocnił się po raz kolejny. Wczoraj była korekta, ale lekka. Czyli źle nie jest. Rosną notowania dużych firm, a bohaterowie hossy średniaków w większości trzymają się dobrze. Czyli nie zabrakło i nie brakuje okazji do zarobku ani tym, którzy uważają, że duże jest piękne, ani tym, którzy bronią tezy, że nie w wielkości, ale w umiejętnościach rzecz.
Niektóre gazety na czołówkach sobotnich wydań poinformowały o rekordzie WIG-u. Okrasiły doniesienia bardzo optymistycznymi wypowiedziami analityków. W naszej ankiecie (patrz poprzedni PARKIET) przeważali specjaliści, którzy uważają, że każda korekta to dobry moment na dokupienie akcji. Niektórzy, a proporcjonalnie jest ich niemało, mówią o bliskim rekordzie WIG20 i euforii. Inni przypominają: trend jest twoim przyjacielem. No i jeszcze ponoć zagranica wali do nas drzwiami, a wkrótce może walić i oknami, na przykład wypłoszona z Węgier.
To wszystko nakazuje oczywiście... ostrożność. Roztropność. Bo skoro tak wielu mówi tak wiele o dobrych perspektywach giełdy, to kto wie, czy lepiej się od niej nie trzymać z daleka. To stara prawda. No, ale to tylko jedna strona medalu.
Niektóre gazety rekord WIG przemilczały. Telewizja, nie licząc serwisów finansowych, niespecjalnie zwróciła nań uwagę. Czyli tak głośno o giełdzie i dobrej koniunkturze nie jest. Albo raczej jest głośno wśród tych przede wszystkim, którzy na co dzień parkietem się interesują. Po wtóre, hossie średniaków nawet duża popularność specjalnie nie zaszkodziła. A działo się tak zapewne dlatego, że miała bardziej niż inne (by przypomnieć o internetowej) fundamentalne uzasadnienie. Co do analityków - nie wszyscy są hurraoptymistami. A to znaczy, że nie wszyscy wsiedli do pociągu, czyli trochę w nim miejsca jest. W każdym razie na pewno nie ma w nim tłoku, z powodu którego trzeba by już myśleć o wyskakiwaniu w biegu.
No i czeka nas oferta PKO. Może rozgrzać rynek pierwotny, i nie tylko, do czerwoności. I to wcale nie musi oznaczać osłabienia koniunktury na parkiecie. Bo taką ofertę nasza giełda może już połknąć bez trudu, bez krztuszenia się i zwracania, o pardon, innych aktywów. Dobrze ułożona subskrypcja może zmobilizować od lat niewidziane rzesze inwestorów. Co by znaczyło, że gorącej gotówki na rynku i wokół niego powinno być w najbliższym czasie pod dostatkiem.