Martę Andreasen zawieszono w obowiązkach zawodowych po tym, jak poinformowała opinię publiczną o rażących nieprawidłowościach w księgowości Komisji. Przedstawione właśnie zalecenie rady dyscyplinarnej może przesądzić o wyroku, jaki KE ma wydać na Andreasen do końca października. - Decyzję o zwolnieniu mnie z pracy podejmują dziś ludzie, którzy odpowiedzialni są za zarządzanie unijnymi funduszami i którym zły system owego zarządzania w ogóle nie przeszkadza. Oni nie chcą zmian - komentuje Andreasen. Twierdzi, że Komisja w dalszym ciągu nie zabezpieczyła systemu komputerowego w dziale księgowym i dokonała jedynie kosmetycznych poprawek w administracji, które w rzeczywistości nic nie zmieniają.

- Zapewnienia wiceprzewodniczącego KE Neila Kinnocka, że panią Andreasen zatrudniono po to, by naprawiła złą organizację w unijnej instytucji, to bzdury - twierdzi były audytor Komisji, Paul van Buitenen. On sam wykrył korupcyjną działalność poprzedniej KE, która w efekcie w pełnym składzie podała się do dymisji. - Zatrudniono mnie, pierwszą wykwalifikowaną księgową dopiero po dwóch latach od tego wydarzenia. Zawieszono już po pięciu miesiącach, wnioski wyciągnijcie sami - dodaje M. Andreasen.

Przypadek naszej trójki jest dowodem na to, że próby walki z korupcją w unijnych instytucjach są daremne - twierdzi też była księgowa. Ma jednak nadzieję, że zmienią to dziennikarze i eurodeputowani. Buitenen, obecnie parlamentarzysta UE, deklaruje, że podjął walkę i w ciągu pięciu lat chce złamać wadliwy system działania unijnych instytucji.