Starannie przygotowana na Florydzie debata poświęcona była wyłącznie kwestiom bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych i wojnie z terroryzmem. Więcej wątków gospodarczych i tematów dotyczących polityki wewnętrznej USA (m.in. ulg podatkowych, redukcji deficytu budżetowego i reformy systemu emerytalnego) dyskutowanych będzie podczas dwóch kolejnych spotkań. Nie znaczy to jednak, że w auli uniwersytetu w Miami nie rozmawiano w ogóle o pieniądzach.

Kerry oskarżył m.in. Busha o nieprzemyślane zaatakowanie Iraku, co dotychczas kosztowało Stany Zjednoczone ponad 200 mld USD. Pieniądze te można było tymczasem wykorzystać na poprawę bezpieczeństwa kraju, reformę świadczeń medycznych i inne cele - mówił kandydat demokratów. Skrytykował prezydenta za brak inwestycji w infrastrukturę drogową, co poprawiłoby wewnętrzne bezpieczeństwo kraju.

Kerry wypomniał także rywalowi dyplomatyczną izolację USA. Mówił, że Ameryka ponosi 90% wszystkich ofiar wśród aliantów w Iraku i pokrywa ponad 90% kosztów operacji wojennych.

Bush kilkakrotnie przypomniał z kolei Amerykanom, że krytykujący dzisiejszą wojnę Kerry poparł ustawę, przeznaczającą 87 miliardów dolarów na ten cel. Wypomniał także swojemu rywalowi, że wyliczając sojuszników USA zapomniał o prezydencie RP Aleksandrze Kwaśniewskim.

Pierwsze opinie mediów co do tego, kto wyszedł zwycięsko z debaty, różnią się między sobą znacznie. Wątpliwości nie mieli natomiast czytelnicy internetowej wersji "Wall Street Journal", wśród których aż 71% wskazało na zwycięstwo Kerry?ego, a tylko 24% na sukces Busha (pozostałych 5% opowiedziało się za remisem). Debaty prezydenckie mogą przesądzić o ostatecznym wyniku listopadowych wyborów. Najważniejsza jest zawsze pierwsza z nich, gdyż cieszy się największą oglądalnością.