W ciągu środowej sesji złoty podjął nieśmiałą próbę testu poziomu 8% wobec parytetu. Jednak tak naprawdę realnego popytu na naszą walutę nie było widać, a walka na nominalnych wsparciach kursów EUR/PLN i USD/PLN miała charakter bardziej symboliczny.

Kreski pokazują jednak wyraźnie: euro/złoty odbił się ponownie od 4,30, podczas gdy dolar/złoty od 3,50. To powinno skłonić do czujności, szczególnie inwestorów optymistycznie nastawionych do złotego. Jednak jest jeszcze zbyt wcześnie, aby mówić o formacji podwójnego dna. Popyt na waluty obce, który pojawił się przy wsparciach, był według mojej oceny zbyt mały, a poza tym pochodził raczej od krótkoterminowych graczy (oni mają tendencje do szybkiego zamykania pozycji). Natomiast osłabienie złotego powinno być na tyle dynamiczne, aby "wystopować" część "wrażliwych" pozycji. Większe oferty EUR/PLN powinny pojawić się przy poziomie 4,34-4,35.

Krótkoterminowo, bardzo możliwy jest trend horyzontalny. To pole do popisu dla krótkoterminowych graczy. Z punktu widzenia długoterminowych inwestorów wciąż nie ma powodów do zamykania długich pozycji na złotym. I nie myślę tu tylko o prywatyzacji PKO BP.

Na koniec dnia złoty był na poziomie 7,40% powyżej parytetu. Dolar kosztował 3,5250 zł, a euro 4,3300 zł.