Włocławska spółka należy do niemieckiego koncernu Wika Systems. Chęć wycofania przedsiębiorstwa z parkietu Niemcy zgłosili już kilka miesięcy temu. Dopełnili procedury, ogłaszając wezwanie. Przejęli w jego ramach ponad 2,7 tys. akcji z około 24 tys., które pozostawały, i w znakomitej większości wciąż pozostają, poza ich kontrolą. Wczoraj przegłosowali uchwałę o wyjściu firmy z rynku publicznego. Zarząd Kujawskiej Fabryki Manometrów musi jeszcze tylko wystąpić z wnioskiem w tej sprawie do KPWiG.
Wczoraj kurs przedsiębiorstwa spadł o 4%, do 72 zł. Zniżka nie miała związku z NWZA (ze względu na układ sił w firmie decyzja w sprawie opuszczenia parkietu była czystą formalnością). Trwa już od kilku tygodni, przy bardzo niskich obrotach (średni wolumen w tym czasie to około 300 papierów). Roczne minimum notowań to 7,1 zł, maksimum - 149 zł, ustanawiane przy imponujących jak na Manometry obrotach. Niemiecki inwestor w ostatnim wezwaniu oferował za walory po 57,4 zł. Ta ogromna rozpiętość to efekt gwałtownych zawirowań, w tym manipulacji, jakim podlegała cena akcji spółki w ostatnim roku (sprawę bada KPWiG oraz prokuratura).
Wciąż nie wiadomo, czy i na jakich warunkach Niemcy zdecydują się na przymusowy wykup walorów. Operacja pozwoliłaby im "wyprzeć" z firmy udziałowców, którzy nie byli zainteresowani wezwaniem. Na jej realizację mogą liczyć gracze, którzy kupowali papiery przy zdecydowanie wyższych niż aktualne obrotach i cenie. - Nie można wykluczyć takiej możliwości - mówi o ewentualnym przymusowym wykupie Krzysztof Pawłowicz, dyrektor ds. ekonomiczno-finansowych Manometrów. - Jednak żadnych formalnych decyzji w tej sprawie, podjętych czy to przez akcjonariuszy, czy radę nadzorczą, nie ma. Nie udzielamy na ten temat informacji, bo żadnych informacji po prostu nie ma.