Miniony tydzień na rynku surowcowym stał pod znakiem coraz to nowych rekordów cen ropy naftowej i, co chyba ważniejsze, pod znakiem gwałtownego tąpnięcia na rynku metali kolorowych. Spekulacje o słabnącym popycie na aluminium, nikiel, cynk czy miedź ze strony jednego z największych odbiorców, gospodarki Chin, wywołały na światowych giełdach spadek ich cen o kilka do kilkunastu procent.
W towarowym indeksie CRB Futures uwzględnione są tylko kontrakty terminowe na miedź, ale przy względnie niedużych wahaniach cen szesnastu pozostałych jego "składników" to wystarczyło, by wskaźnik zamknął zeszły tydzień na minusie. Ceny notowanych na giełdzie NYMEX kontraktów na miedź spadły o 10,9%, a CRB Futures, po czterech kolejnych tygodniach wzrostu, stracił 0,7%.
Wiele wskazuje jednak na to, że była to tylko lekka korekta w wędrówce wskaźnika w kierunku szczytów z początku lat 80. Po pierwsze, raport za lipiec o popycie Chin na metale kolorowe skonsumowano praktycznie zaraz po jego publikacji, w trakcie środowej sesji, gdy falę wyprzedaży przypuścili spekulanci. Przez kolejne dni ceny zachowywały się już stabilnie. A po drugie, przez ostatnie kilka miesięcy koniunkturę na szerokim rynku surowcowo-towarowym nakręcają inwestorzy z rynku ropy naftowej i taka sytuacja ma szansę się utrzymać. Ceny surowca w Nowym Jorku w piątek po raz pierwszy przekroczyły 55 USD za baryłkę (jeszcze w poniedziałek płacono 53,6 USD), analitycy zaś coraz śmielej mówią o rychłym przekroczeniu poziomu 60 USD. Wczoraj baryłka ropy kosztowała ok. 54,4 USD.