Czwartkowa informacja o pierwszej od ponad 9 lat podwyżce stóp procentowych banku centralnego w Chinach zatrzęsła lekko rynkami surowców, co znalazło swe odzwierciedlenie również na rynkach akcji. Zaostrzenie polityki pieniężnej w Chinach może mieć znaczenie szczególnie dla rynków "wschodzących", dla których ceny surowców są jednym z najważniejszych czynników determinujących koniunkturę (patrz wczorajszy spadek KGHM). Sama podwyżka nie może specjalnie dziwić, jako że roczna dynamika cen detalicznych w Chinach, która w latach 1998-2002 zwykle była ujemna, obecnie przekracza 5%, redukując realną wysokość stóp procentowych do zera.

W obecnym cyklu koniunkturalnym Chiny pełnią rolę analogiczną do Internetu sprzed kilku lat. Pod koniec minionej dekady fantazje o "Nowej Gospodarce" rodzącej się dzięki nieograniczonym możliwościom związanym z zastosowani nowych technik informatycznych i telekomunikacyjnych, pozwalały uzasadniać dowolnie wysokie wyceny spółek technologicznych. Obecnie brzmiące wielce wiarygodnie opowieści o perspektywach rozwoju gospodarki chińskiej pozwalają znaleźć uzasadnienie dla dowolnie wysokich cen surowców. Już proste założenie o podążeniu konsumpcji energii (motoryzacja!) w Chinach ścieżką, na którą weszły 100 lat temu USA, 50 lat temu Japonia czy 20 lat temu kraje Azji Południowo-Wschodniej, prowadzi do wniosku o nadchodzącym nieuchronnie - i niemożliwym do zaspokojenia w konwencjonalny sposób - deficycie ropy naftowej o skali równej kilkukrotności rocznego wydobycia Arabii Saudyjskiej.

Kulminacji poprzedniego cyklu inwestycyjnego ("New Economy") towarzyszyło m.in. pojawienie się nadwyżki tysięcy kilometrów nie mających ekonomicznego zastosowania linii światłowodowych. Można spekulować, że tym razem, gdy obecny globalny cykl inwestycji osiągnie swą kulminację (gdzieś w latach 2007-2010), cały świat ponownie zostanie dla odmiany zryty tysiącami nowych odwiertów i kopalń, które - wraz całą infrastrukturą transportową - okażą się zupełnie nieopłacalne wraz z nadejściem kolejnej recesji.