Reklama

Akcje i ropa w górę, obligacje i dolar w dół

Posiadacze akcji z zadowoleniem przyjęli zwycięstwo George?a W. Busha w wyborach prezydenckich w USA. Już przed ogłoszeniem oficjalnych wyników indeksy wyraźnie szły w górę. Perspektywa kolejnych czterech lat z tym samym prezydentem republikaninem nie ucieszyła natomiast inwestorów z rynku obligacji. Przeceniono dolara, w górę poszły ceny surowców.

Publikacja: 04.11.2004 07:09

Już w trakcie nocnych notowań na giełdach nowojorskich (rankiem naszego czasu), gdy pojawiły się informacje, że to prawdopodobnie Bushowi przypadnie 20 głosów elektorskich w Ohio, kontrakty terminowe na amerykańskie akcje ruszyły ostro w górę. Mimo ostrzeżeń, że na podliczenie tzw. głosów warunkowych w tym stanie będzie trzeba czekać nawet dwa tygodnie, w oczach inwestorów przewaga Busha była wyraźna. Kontrakty na główny indeks rynku technologicznego Nasdaq zyskały ponad 1%, podobnie jak na S&P 500.

Akcje lubią Busha

Zdaniem Grega Valliere?a, głównego stratega w Charles Schwab, tak optymistyczną reakcję rynku w dużym stopniu można przypisać umocnieniu się pozycji republikanów w Kongresie, szczególnie w Senacie, gdzie będą mieć 55 ze 100 miejsc. Ekonomista stwierdził, że to nawet większa i bardziej przyjemna niespodzianka dla inwestorów niż samo zwycięstwo Busha. - Rynki chciały mieć pewność, że 15-proc. podatek od dywidendy i 15-proc. podatek od zysków kapitałowych zostaną utrzymane. Teraz nie ma co do tego wątpliwości - powiedział Valliere, cytowany przez CNN Money. Gospodarcze plany obozu demokratów zakładały zwiększenie obciążeń fiskalnych. Niewykluczone że w górę poszłyby i te związane z rynkiem kapitałowym.

Największym wzięciem cieszyły się wczoraj za Atlantykiem akcje koncernów farmaceutycznych. Notowania dwóch gigantów - Pfizera i Mercka - wzrosły o ponad 3%. Wszystko przez to, że wraz z przegraną Johna Kerry?ego upadła groźba wprowadzenia cen maksymalnych na leki sprzedawane na receptę, co miałoby zdecydowanie negatywny wpływ na wyniki finansowe ich producentów. O ponad 5% podrożały akcje Halliburtona - koncernu świadczącego usługi kompaniom naftowym, którym niegdyś kierował obecny wiceprezydent Dick Cheney.

Dobre nastroje udzieliły się wczoraj inwestorom na giełdach akcji prawie na całym świecie. Na plusie zakończyły dzień indeksy w regionie Azji i Pacyfiku. Wyraźne zwyżki obserwowano też w pierwszych godzinach notowań w Europie. Niemiecki indeks DAX tuż po otwarciu zyskał 0,8%, a francuski CAC-40 0,7%.

Reklama
Reklama

Deficyty zaszkodzą

obligacjom i dolarowi

Inwestorzy z rynku akcji mogą zacierać ręce w oczekiwaniu na dalsze zwyżki. Dla posiadaczy amerykańskich obligacji reelekcja obecnego prezydenta to jednak zdecydowanie zła wiadomość. Wygrana Busha oznacza bowiem, że rząd w USA dalej będzie prowadzić politykę wysokiego deficytu budżetowego i, emitując nowe papiery, zwiększy podaż na rynku obligacji.

Rentowność dziesięcioletnich amerykańskich papierów skarbowych wzrosła wczoraj prawie o 0,2 pkt proc., do 4,19%. Zanotowano bardzo wysokie obroty. Według dilerów, obligacje sprzedawały fundusze hedgingowe i inni gracze korzystający z efektu dźwigni finansowej. Przed załamaniem rynek uchroniła duża aktywność banków centralnych z regionu Azji. - Bez nich rentowność byłaby już znacznie wyższa - mówił agencji Reutera jeden z dilerów. W ocenie ekspertów, przed przyszłotygodniową aukcją papierów wartych 51 mld USD rentowność może pójść w górę do 4,25%.

W perspektywie wygranej Busha taniała wczoraj amerykańska waluta. Za jedno euro płacono 1,2786 USD, o 0,0042 USD więcej niż dzień wcześniej. Według Jima O?Neilla, szefa ekonomistów banku Goldman Sachs, utrzymywanie przez administrację Busha sytuacji podwójnego deficytu - budżetowego i w handlu z zagranicą - sprawi, że już za pół roku za euro trzeba będzie zapłacić rekordowe 1,32 USD, czyli ponad 4 centy więcej niż teraz. W stosunku do koszyka sześciu głównych walut (euro, jen, funt brytyjski, dolar kanadyjski, korona szwedzka i frank szwajcarski) dolar osłabił się wczoraj do poziomu najniższego od sierpnia 1995 r.Surowce będą drogie

Poranna zapowiedź wyborczej wygranej George?a W. Busha spowodowała wzrost cen na wszystkich głównych rynkach surowcowych. Znowu zaczęła drożeć ropa naftowa. Jej ceny spadły o ponad 10% w ciągu minionego tygodnia, co wiązano z deklaracjami Johna Kerry?ego, że wstrzyma uzupełnianie amerykańskich rezerw strategicznych. Teraz wiadomo, że USA nadal będą codziennie kupowały 100 tys. baryłek w celu zwiększania tych rezerw. Na rynkach paliwowych uznano też, że zwycięstwo Busha nie poprawi bezpieczeństwa dostaw z Bliskiego Wschodu, bo trudno spodziewać się rychłego uspokojenia sytuacji w Iraku, a w dodatku niepewne stają się losy Iranu, drugiego w OPEC producenta ropy. Jej cena wzrosła o ponad 50%, odkąd Bush wprowadził się do Białego Domu. Po południu ceny ropy zarówno w Londynie, jak i w Nowym Jorku spadły, co spowodowała informacja o wzroście zapasów w amerykańskich rafineriach aż o 6 mln baryłek, trzykrotnie większym niż spodziewali się analitycy.

Reklama
Reklama

Przez cały dzień drożały wczoraj metale - w wyniku oczekiwań, że druga kadencja Busha zapowiada szybszy wzrost gospodarczy Stanów Zjednoczonych, a tym samym większy popyt na metale. Wygrana Kerry?ego oznaczałaby niepewność co do jego programu gospodarczego, a czteroletnie rządy Busha w końcówce jednak zapewniły Stanom Zjednoczonym rozwój o wiele szybszy niż drugiej światowej gospodarce - strefie euro.

Wzrostowi notowań surowców, których ceny wyrażane są w dolarach, sprzyjało też osłabienie kursu amerykańskiej waluty. Przede wszystkim dlatego podrożało złoto.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama