Przeciwko poselskiemu pomysłowi czwartej, 50-proc. stawki podatku PIT opowiedziało się we wtorek zarówno Ministerstwo Finansów, jak i senacka Komisja Gospodarki i Finansów Publicznych. Większości senatorów nie przekonały jednak argumenty, że efektem wprowadzenia nowej stawki może być nie wzrost, ale spadek dochodów budżetu. Za 50-proc. podatkiem było aż 71 członków wyższej izby parlamentu, przede wszystkim z ugrupowań lewicowych. Przeciw było tylko 17 senatorów, głównie opozycyjnych, a dwóch parlamentarzystów wstrzymało się od głosu.
Choć prace legislacyjne nad ustawą podatkową wciąż trwają - dokument wróci teraz do Sejmu, a potem trafi na biurko prezydenta - nie ma już praktycznie szans na skreślenie 50-proc. stawki PIT. - Droga jest zamknięta - uważa Jarosław Neneman, wiceminister finansów. - Prezydent nie może "wyciąć" z ustawy przepisu o stawce 50%, a trudno, żeby z tego powodu nie podpisał całej ustawy - dodaje.
Ilu będzie niezadowolonych?
Jednym ze zwolenników 50--proc. stawki PIT okazał się wczoraj przewodniczący komisji gospodarki senator Jerzy Markowicz z SLD-UP. Zagłosował "za", choć podziela obawy resortu finansów, że większość podatników, których objęłaby nowa stawka PIT, uniknie zapłacenia tak wysokiego podatku. Dlaczego zatem był "za"? - Bo lepiej mieć cztery tys. potencjalnie niezadowolonych, niż 40 milionów - wyjaśnił z rozbrajającą szczerością Markowski.
Alimenty i bony zwolnione