Wczorajsza sesja nie była przyjemna dla posiadaczy długich pozycji. Planem minimum było obronienie luki hossy. Niestety, nie został on wypełniony. Luka została zamknięta, co wprowadza graczy w przygnębienie. W końcu pomnik byczej siły legł w gruzach. Niektórzy pewnie się obawiają, czy to nie koniec zakusów byków na kwietniowy szczyt.
Przebieg sesji faktycznie nie należał do przyjemnych dla byków. Zaczęliśmy blisko poprzedniego zamknięcia. Po rozpoczęciu notowań na rynku kasowym kursy nawet rosły, odrabiając część strat ze środy. Całości nie udało się odrobić. Południe to oczywiście okres marazmu. Kursy wahały się w małym zakresie ale powolutku się osuwały. Po 14.00 spadek nabrał tempa. Poranne dołki pękły jak zapałki. Spadek przybrał na sile i pół godziny przed końcem sesji wydawało się, że zakończymy sesję w podłych nastrojach. Fakt, nie są one najlepsze, ale chyba nie jest tak źle. Jeszcze.
Ostatnie 30 minut daje pewną nadzieję, to mimo zamknięcia luki hossy. Mamy za sobą sesję silnego spadku. Ale przecież takich sesji było ostatnio sporo. Czy któraś przyniosła kontynuację? Na razie nie. Kolejnego dnia nastroje zmieniają się o 180 stopni. Czy dziś będzie podobnie? Nie wiem. Jednak wydaje mi się, że jeszcze jest za wcześnie, by przekreślać szanse popytu. Spadek od szczytu do wczorajszego dołka nie sięgnął nawet poziomu zniesienia 50% wcześniejszej zwyżki. Zatem nie jest to klęska byków, choć faktycznie cios był mocny. Mimo wszystko, jestem zadania, że rynek ma szansę na test kwietniowych szczytów. To jest potrzebne, by... sprzedać akcje. Myślę, że tego potrzebują inwestorzy zagraniczni, którzy stoją przed perspektywą osłabienia złotego. Utrzymanie pozycji przy słabnącym złotym narazi ich na straty.