Ceny miedzi na londyńskiej giełdzie rosły drugi tydzień z rzędu. Inwestorzy spekulacyjni, tacy jak fundusze hedgingowe, kupowali kontrakty na ten metal, licząc na dalszy wzrost ceny spowodowany topniejącymi zapasami i słabym dolarem.
Zapasy monitorowane przez giełdy w Londynie, Nowym Jorku i Szanghaju zmniejszyły się w tym roku o 82% do 154,034 tys. ton, co nie w pełni pokrywa czterodniowe zapotrzebowanie na miedź. Zapasy spadają, gdyż popyt przewyższa tegoroczną produkcję. Amerykańska firma Phelps Dodge, drugi na świecie producent miedzi, prognozuje, że światowy popyt wzrośnie o 7% i będzie większy od podaży o 750 tys. ton. Pracownicy tej spółki w chilijskiej kopalni El Abra strajkowali w piątek, gdyż oferta płacowa nie zaspokoiła ich oczekiwań.
Kurs dolara utrzymuje się na poziomie bliskim najniższego wobec euro, co sprawia, że ceny miedzi wyrażane w amerykańskiej walucie spadają dla posiadaczy innych walut. Presja na dolara jest wynikiem olbrzymiego deficytu handlowego i budżetowego USA, a reelekcja George'a W. Busha nie zapowiada żadnych zmian w polityce fiskalnej USA, co oznacza zwiększanie się tych deficytów. Właśnie ta perspektywa skłania fundusze hedgingowe do wzmożonych zakupów miedzi i innych surowców.
Kontrakty terminowe na miedź z dostawą za trzy miesiące zdrożały w piątek w Londynie o 11 USD, 0,4%, do 2926 USD za tonę. Przed tygodniem tona miedzi kosztowała w Londynie 2882 USD.