Reklama

Akcje na debiutach nie zawsze idą w górę

Duże giełdowe prywatyzacje w Europie łączy fakt, że popyt wielokrotnie przewyższa podaż. Jednak nie zawsze gwarantuje to, że na akcjach da się zarobić już w pierwszym dniu notowań.

Publikacja: 12.11.2004 06:51

Na początku listopada 1999 r. rząd Włoch sprzedał za gigantyczną kwotę 19 mld USD (bijąc dotychczasowe światowe rekordy prywatyzacyjne - japońskich NTT Mobile Communications i Nippon Telegraph & Telephone) jedną trzecią akcji Enela, jednego z największych koncernów energetycznych na świecie. W ofercie uczestniczyło 3,8 mln Włochów. Zapisy zostały zredukowane o cztery piąte. Akcje trafiły w ręce inwestorów po 4,30 euro. Debiut jednak rozczarował. Na koniec pierwszej sesji akcje kosztowały dokładnie tyle samo, po ile zostały sprzedane.

Telekomunikacyjne

zwyżki

Trzy i dwa lata wcześniej, gdy giełdowo-prywatyzacyjne szaleństwo ogarniało Niemców i Francuzów, "podebiutowe" nastroje były zgoła odmienne.

Najpierw w listopadzie 1996 r. w prywatne ręce trafiło 24% udziałów Deutsche Telekomu. Przy widełkach 25-30 marek za walor, papiery trafiły do inwestorów po 28,5 marek. Prywatyzacja przyniosła równowartość 11,4 mld USD (co do dziś jest rekordem niemieckiego rządu, jeśli chodzi o sprzedaż papierów na rynku pierwotnym). Po pierwszej sesji dwa miliony Niemców mogły świętować, bo "ich" papiery, przy ogromnych obrotach, poszły w górę o 14%. Akcji dokupowały fundusze inwestycyjne, których zlecenia zredukowano o 74%, do 78% - tłumaczyli analitycy.

Reklama
Reklama

Jedenaście miesięcy później we Francji akcje France Telecom na koniec pierwszej sesji kosztowały 206,5 franków, co oznacza, że "drobni", którym rząd sprzedawał papiery po 182 franki, zarobili aż 13% Oferta przyniosła rządowi 7,1 mld USD.

Banki

po francusku i włosku

A jak wypadały w giełdowych debiutach prywatyzowane banki? Różnie.

W czerwcu 1998 r. do publicznego obrotu wróciły akcje Credit Lyonnais (dziś część Credit Agricole), niegdyś największego banku w Europie, który tylko dzięki pomocy francuskiego rządu uniknął bankructwa po chybionych inwestycjach i potknięciach w bankowości detalicznej w Europie. Na akcje zapisało się 3,8 mln inwestorów (więcej było ich tylko przy ofercie FT). Akcje, sprzedane inwestorom indywidualnym po 25,5 euro, a instytucjonalnym po 26,2 euro, na koniec pierwszej sesji kosztowały 29,01 euro. Rząd zebrał 5,7 mld euro, najwięcej w historii giełdowych prywatyzacji w europejskim sektorze bankowym. Wcześniej w ratowanie banku wpompował jednak kilka razy więcej.

Prywatyzacje bankowe to domena Włochów, których rząd w ostatniej dekadzie ubiegłego stulecia zmniejszył swój udział w sektorze z 80% do kilkunastu procent. Według serwisu privatizationbarometer.net, dwie największe transakcje dotyczyły Banca Nazionale del Lavoro i Banca Monte dei Paschi di Siena (odpowiednio 4,2 i 2,1 mld USD). Obie te instytucje trafiły na giełdę.

Reklama
Reklama

Debiut Banca Nazionale del Lavoro we wrześniu 1998 r. wypadł fatalnie. Papiery na koniec pierwszej sesji straciły 11% od ceny otwarcia. Później w czerwcu 1999 r. na giełdzie pojawił się Banca Monte dei Paschi di Siena, najstarszy bank na świecie, pamiętający jeszcze czasy Leonarda da Vinci. Akcje sprzedał nie rząd, ale podległa mu fundacja Monte dei Paschi. Tym razem pierwsza sesja przebiegła w odmiennych nastrojach. Papiery, na które popyt przewyższył podaż dziesięciokrotnie, zyskały 10%. Wcześniej notowania trzeba było na 45 minut przerwać, bo cena przebiła górne ograniczenie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama