Echa piątkowej wyprzedaży są nadal obecne w umysłach graczy. Tamta sesja przypomniała wszystkim o istnieniu blisko 7-miesięcznej tendencji spadkowej. Potwierdzając jej znaczenie, postawiła jednocześnie pod znakiem zapytania przyszłość, trwającego od miesiąca, trendu wzrostowego. W tym kontekście wtorkowy zwrot na linii trendu i wczorajsza kontynuacja nie wyglądają zbyt przekonująco. Odrabianie strat odbywa się w atmosferze niepewności, a pochodna tworzy kolejne szpulki doskonale oddające rynkowe nastroje. Czy ruch ten należy spisać na straty? Czy obszar luki z początku bm. okaże się barierą nie do zdobycia?
Odpowiedź twierdząca na te pytania byłaby lekceważeniem potencjału, jaki posiada raniony byk. Odległość od szczytów jest niewielka i okazać się może, że górny cień piątkowej świecy był próbą zmiękczenia oporów, za którą pójdzie kolejny atak (ataki). Innym czynnikiem, który może determinować poczynania posiadaczy długich pozycji, jest mnogość wsparć, jakie występują na stosunkowo niewielkiej przestrzeni pomiędzy 1800 a 1830 pkt. Znajduje się tam średnia EMA-55, wspomniana miesięczna linia trendu wzrostowego, obszar październikowej luki oraz środek białego korpusu z 29 października.
Wymienione wsparcia są niezwykle ważne dla średnioterminowej koniunktury. Zejście pod poziom ostatniej bariery - EMA-55 (1800 pkt) bardzo zbliżyłoby rynek do realizacji czarnych scenariuszy. Najważniejszy oparty jest na dwóch listopadowych szczytach, które mogłyby przekształcić się w formację "M". To pociągnęłoby za sobą spadek pochodnej w okolice 1740 pkt, czyli tam, gdzie znajduje się obecnie dolne ograniczenie rozszerzającego się trójkąta.