Posiadacze długich pozycji powinni czuć się usatysfakcjonowani. Wczoraj ceny kontraktów nieco wzrosły względem środowego zamknięcia. Na dodatek doszło do kolejnego testu linii trendu i po raz kolejny popytowi udało się wybronić przez sygnałem sprzedaży.

Widać, że rynek jest broniony i zanim dojdzie do sygnałów sprzedaży pewnie wykonamy kolejny ruch w górę. Problem w tym, że już teraz widać, że popyt ma spore problemy. Obóz byków wyraźnie się przerzedził. Sesja piątkowa miała z pewnością w tym spory udział. Kolejne dni nie były lepsze. Potwierdzały dobrą dyspozycję podaży. Także wczorajsza sesja, mimo że wzrostowa, jest świetnym pokazem przewagi podaży. Kursy wprawdzie wczoraj rosły, ale szło to bardzo opornie. Popyt nie był w stanie przeprowadzić spektakularnej akcji, która pociągnęłaby innych do gry po długiej stronie rynku. Mamy więc lekkie odbicie, które ma raczej małe szanse na przeobrażenie się w coś poważniejszego.

Na razie nie ma się co załamywać. Dobrze wiemy, że nawet w czasie małej aktywności rynek jest w stanie wykonać jakiś ruch. Teraz najprawdopodobniej będzie to wzrost. Zapewne zrobi się ciekawiej, gdy ceny wyjdą nad poziom lokalnego szczytu z 17 listopada. Najwięksi optymiści będą pewnie głosić tezę o podwójnym dnie i końcu korekty spadkowej. Nie jest wykluczone, że na fali takich oczekiwań uda się bykom podnieść rynek do okolic 1850-55 pkt. W najlepszym razie zbliżymy się do okolic szczytów z poprzedniego piątku. Na więcej raczej liczyć nie można. Przy takiej słabej postawie kupujących poważne rozważania na temat ataku na szczyty nie mają sensu. Obawiam się, że podaż będzie tylko czekać na sposobność, by zaatakować z wyższego poziomu. Ewentualny mocny spadek cen po słabym wzroście dobije rynek.