- Dane są słabsze niż oczekiwaliśmy - usłyszeliśmy w Banku Handlowym. Analitycy z BH prognozowali, że produkcja wzrośnie o 6,8%.
Dużo lepiej wypada dynamika po wyłączeniu czynników o charakterze sezonowym. Wzrost wyniósł 8,6% (różnica bierze się z mniejszej liczby dni roboczych; w tym roku było ich o dwa dni mniej niż w 2003 r.). Ale to i tak mniej niż w poprzednich miesiącach. Według Jacka Wiśniewskiego, ekonomisty banku Pekao, dane sezonowe są najsłabsze od września 2003 r.
- Przyzwyczailiśmy się do dynamiki produkcji na poziomie kilkunastu czy kilkudziesięciu procent. Tak dobrze już nie będzie - twierdzi J. Wiśniewski. W tempie przekraczającym 20% produkcja rosła w miesiącach poprzedzających wejście Polski do Unii Europejskiej.
Mimo słabszej koniunktury w przemyśle ekonomiści nie zamierzają na razie obniżać prognoz dotyczących wzrostu gospodarczego. Przewidują jednak, że gospodarka będzie się rozwijać wolniej. - Tempo wzrostu PKB powinno się ustabilizować w przedziale 4-5%, bliżej dolnej granicy. Na dynamikę przekraczającą 5% raczej nie ma co liczyć - mówi J. Wiśniewski. Ostatnie dane o PKB, za drugi kwartał, wskazują na wzrost o 6,1%.
Na początku listopada pesymistyczny raport o kondycji polskiej gospodarki opublikował NBP. Opiera się on na badaniach przeprowadzonych wśród przedsiębiorców. Wnioski są następujące: brak trwałego ożywania, przesilenie koniunktury, spadek optymizmu, jeszcze mniej inwestycji, a nawet wzrost bezrobocia.