Tylko 15 pkt brakowało wczoraj kontraktom na WIG20 do październikowego dołka. Bliskość wsparcia podziałała na rynek i ostatecznie od południa zaczął się ruch w górę. Notowania wróciły do wtorkowego zamknięcia, ale niewiele to zmieniło w obrazie rynku. Od dwóch miesięcy pozostaje on w trendzie bocznym, co znacząco utrudnia podejmowanie krótkoterminowych decyzji. Przełamanie 45-sesyjnej średniej kroczącej, która dawała oparcie bykom w październiku i pierwszej połowie listopada, przemawia za testem 1770 pkt.
Zanim jednak do tego dojdzie, czekają nas zapewne dwie mało interesujące sesje. Dziś amerykańskie giełdy nie pracują, a w piątek aktywność inwestorów będzie prawdopodobnie niewielka. To spowoduje, że również na naszym rynku może dominować postawa wyczekująca.
Liczba otwartych pozycji pozostaje wciąż blisko rekordowego poziomu. To świadczy, że żadna ze stron na razie nie zwątpiła w słuszność swojej koncepcji. Kontrakty od listopadowej górki straciły 60 pkt, więc otwierający na tym poziomie długie pozycje mogą się już czuć niepewnie. Jeśli byki szybko nie zaczną odzyskiwać terenu, to zniecierpliwienie może narastać, zwiększając nacisk podaży.
Ciekawie prezentuje się wykres kontraktów na MIDWIG. Wczoraj doszło do próby przebicia dołka z drugiej połowy października. To się niedźwiedziom nie udało, ale dzień wcześniej po raz pierwszy od wiosny 2003 r. sprowadziły futures poniżej 200-sesyjnej średniej kroczącej. To sygnalizuje zbliżającą się zmianę głównej tendencji i pozwala myśleć o zajęciu średnioterminowej pozycji. Dobrą okazją ku temu byłoby zamknięcie poniżej 1661 pkt. Można też próbować wejścia na rynek w okolicy średniej z 200 sesji, przebiegającej przy 1688 pkt. Linię obrony można wtedy ustawić przy 1707 pkt, gdzie znajduje się górna granica ostatniej luki bessy.