Wczorajsza sesja nie należała do zajmujących. Niestety, następne zapowiadają się jeszcze gorzej. Przerwa w notowaniach w USA rzadko kiedy przynosi u nas ożywienie. Zwykle kojarzy się z marazmem, gdyż gracze boją się samodzielnie podjąć decyzję. Już wczoraj dało się zauważyć spadek aktywności. Trudno tłumaczyć to tylko oczekiwaniem na decyzję RPP. Ta była w dużym stopniu (jak na ostatnie czasy) przewidywalna. Zatem nie było mowy o nerwowych ruchach cen tuż przed publikacją decyzji.

Po prostu nie chciało się handlować. Tę małą aktywność wykorzystał popyt. Wprawdzie na początku sesji ceny jeszcze spadały, ale od południa było już nieco lepiej. Ceny powoli się podnosiły. Po krótkiej walce w okolicach poziomu otwarcia, w ostatniej godzinie notowań zanotowaliśmy nowe maksima sesji. Taki odwrót mógłby przyciągnąć większą liczbę graczy na długą stronę rynku, ale pod warunkiem że widać byłoby chęć kupna. Niestety, wczoraj widoczna była raczej bierność podaży i to dzięki temu ceny mogły się podnieść. Mała aktywność wzrostom cen nie służy.

Nie tylko mała aktywność przeszkadza bykom. Warto zauważyć, że w czasie wczorajszej sesji liczba otwartych pozycji głównie spadała. Mamy więc kolejny sygnał potwierdzający tezę, że zwyżka ma małe szanse zamienić się w coś więcej niż odbicie. Jeśli odbicie, to gdzie może ono nas zaprowadzić? Pierwszym oporem jest ostatnia luka bessy. Można przypuszczać, że tu podaż będzie już znaczna. Nie można jednak wykluczyć scenariusza, że popyt będzie chciał mocniej zaatakować. Wtedy możliwy byłby wzrost w ramach ruchu powrotnego do przełamanej linii trendu. Wyjście nad poziom linii będzie można uważać za negację sygnału sprzedaży. Miła perspektywa dla byków, ale wiele pracy przez nimi, by miała się ziścić.