Reklama

Dymiący komin

Czy wysokie wynagrodzenia będą odpowiednią motywacją dla menedżerów i uczynią ich mniej podatnymi na korupcję? Przykłady firm giełdowych, zarówno z udziałem Skarbu Państwa, jak i bez, dowodzą, że to bzdura.

Publikacja: 25.11.2004 07:25

Nie jestem zwolennikiem ustawy kominowej. Dostrzegam jej liczne wady. Ale nie sposób zgodzić się z wszystkimi argumentami jej przeciwników.

Mit I - niebezpieczna

migracja

Kiedy "kominówka" była uchwalana, organizacje pracodawców straszyły, że z państwowych posad zrezygnują dobrzy menedżerowie. I że nie będzie chętnych, aby ich zastąpić. Mam wrażenie, że nic podobnego nie nastąpiło. W każdym razie gołym okiem tego nie widać. Jakoś wszyscy zostali na marnie opłacanych państwowych stanowiskach, co nawet na rynku kapitałowym widać. Co więcej, wciąż cieszą się one wielkim wzięciem. Wystarczy popatrzeć na pseudokonkursy na członków zarządów, organizowane przez rady nadzorcze spółek z dominującym udziałem Skarbu Państwa.

Ba, zdarza się i tak, że wielkie państwowe firmy, choć nie zapewniają ogromnych wynagrodzeń, mają nieodparty urok, któremu ulegają bardzo znani i wcześniej rewelacyjnie opłacani menedżerowie.

Reklama
Reklama

Na poparcie tez pierwsze z brzegu przykłady: LOT, PKO, PZU.

Mit II - niesprawiedliwość

Pracodawcy uważają obowiązujące rozwiązania za niesprawiedliwe i chcą je skarżyć w Komisji Europejskiej. Zapominają - choć we własnych firmach zapewne stosują tę zasadę z żelazną konsekwencją - że właściciel ma prawo płacić tyle, ile uważa za stosowne. Prywatny czy państwowy - bez różnicy. Każdy ustala reguły gry, korzystając z takich narzędzi, jakimi dysponuje. Co za różnica ostatecznie, czy ograniczenia wynikają z uchwał rad nadzorczych, czy z zapisów ustawy. Menedżer, któremu nie odpowiadają proponowane przez właściciela warunki, może po prostu zmienić pracę. Ten, który tego nie robi, akceptuje zasady. Niech się więc nie skarży, że są niesprawiedliwe.

Mit III - żałosne pensje

Z dyskusji o "kominówce" płynie wniosek, że zmiany są potrzebne, bo menedżerowie zatrudniani przez Skarb Państwa zarabiają za mało. Zdecydowanie mniej niż ich koledzy w prywatnych firmach (co niekoniecznie jest prawdą - proszę popatrzeć na debiutujące ostatnio na GPW średniej wielkości spółki, których właścicielami są osoby fizyczne) i bez porównania mniej niż zarządcy za granicą. To, że są w identycznej sytuacji - choć biorąc pod uwagę liczby, bez porównania lepszej - niż lekarze, nauczyciele, urzędnicy, prawnicy, artyści i Bóg wie, kto jeszcze, umyka jakoś uwadze. Dlaczego mieliby być wyjątkiem, nie wiem.

Oczywiście, 6 x średnia krajowa dla prezesa państwowego przedsiębiorstwa to poziom, który wyśrubowany nie jest, ale to jednocześnie wysokość pensji najważniejszych osób w państwie. Dlaczego Skarb Państwa jednym miałby płacić bardzo wiele, a innym nie? No i relatywnie rzecz biorąc, to mimo wszystko nie są wynagrodzenia, jak na nasze warunki, bardzo skromne. Nawet nie uwzględniając rozmaitych dodatków.

Reklama
Reklama

Mit IV - motywacja

i korupcja

Niektórzy twierdzą, że wysokie wynagrodzenia będą odpowiednią motywacją dla menedżerów i uczynią ich mniej podatnymi na korupcję. Osłabią też skłonność do - posłużmy się eufemizmem - uczynków niezgodnych z prawem. Przykłady firm giełdowych, zarówno z udziałem Skarbu Państwa, jak i bez, dowodzą, że to bzdura. Zarządzający firmami z GPW zarabiają w większości przypadków bardzo dobrze. Najczęściej sporo więcej niż bardzo zdolni, profesjonalni menedżerowie zatrudniani przez zagraniczne koncerny, które budują w Polsce fabryki i wynajmują ludzi do prowadzenia biznesu (znam kilka takich osób, zarabiają po kilka - kilkanaście tysięcy dolarów miesięcznie). Tymczasem odsetek firm giełdowych, w tym niezwykle szczodrych dla zarządzających, w których doszło do rozmaitych nieprawidłowości, jest bardzo wysoki. Najwyraźniej niezależny od poziomu wynagrodzeń.

Nie ma też co mówić o motywacji. Wiele firm z GPW, nawet tych, które od lat mają ujemne kapitały własne, płaci menedżerom bardzo wysokie gaże. Za co? Przecież nie za wyniki. O najlepiej wynagradzanym prezesie w Polsce nawet nie wspomnę. Rzadkością są systemy wynagradzania mocno powiązane z osiąganymi rezultatami. Jeśli więc w spółkach publicznych wynagrodzenia niekoniecznie motywują do pracy i nie bardzo uodparniają na pokusę pójścia na skróty, to marne są szanse, że w państwowych firmach będzie inaczej. A zresztą, czy było, zanim "kominówka" weszła w życie?

Mit V - menedżerowi się należy

Menedżer powinien być bardzo dobrze wynagradzany, oczywiście dobry menedżer. Pytanie tylko, co to znaczy w danym przypadku bardzo dobrze. I co to znaczy dobry menedżer. O tym jakoś nikt nie dyskutuje.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama