Wśród największych amerykańskich korporacji gwiazdą piątkowej sesji był Intel, którego akcje już na otwarciu wzrosły o prawie 8%, do 24,36 USD. Spółka podała dzień wcześniej - ale już po zakończeniu notowań - że w tym kwartale powinna osiągnąć wpływy ze sprzedaży w wysokości 9,3-9,5 mld USD, zamiast maksimum 9,2 mld USD, jak przewidywała wcześniej. Inwestorzy odebrali zapowiedzi Intela jako dobry prognostyk dla wyników świątecznej sprzedaży komputerów i elektroniki i ruszyli do zakupów akcji spółek z tego sektora. Papiery innych firm produkujących procesory - AMD i Texas Instruments - podrożały o ok. 3%. Ponad 1% zyskał IBM, który według "New York Times" wkrótce sprzeda swój dział produkcji pecetów i laptopów. Wśród dziesięciu branż wyróżnianych w indeksie S&P 500, właśnie spółki komputerowe drożały najbardziej. Ich subindeks zyskiwał 1,8%. Wskaźnik technologicznej giełdy Nasdaq (tam notowany jest Intel) o godz. 22.00 szedł w górę o 0,19%.
Na kondycji pozostałych amerykańskich indeksów zaważyło wiele czynników. Z jednej strony optymizm inwestorów podbudował dalszy spadek cen ropy naftowej (w Nowym Jorku o ponad dolara) i raport o kondycji sektora usług (wskaźnik aktywności wzrósł w listopadzie bardziej niż sądzili ekonomiści - do 61,3 pkt). Z drugiej strony optymizm zdusiły fatalne dane z rynku pracy. Dow Jones do godz. 22.00 zyskiwał 0,6%. Na uwagę zasługiwała wysoka, 2,5-proc. przecena papierów produkującej aluminium spółki Alcoa, po obniżeniu rekomendacji przez analityków.
Inwestorzy w Europie od rana raczej sprzedawali akcje, a po raporcie z rynku pracy w USA tylko tę wyprzedaż przyspieszyli. Dlaczego? Bo USA są największym odbiorcą towarów ze Starego Kontynentu, natomiast tutejsza gospodarka bazuje obecnie głównie na eksporcie. Volvo, drugi na świecie producent ciężarówek (40% przychodów uzyskuje w USA), stracił 2,9%. Przodująca w produkcji komórek fińska Nokia spadła o 2,9%. Indeksy głównych giełd straciły zaś po 0,1-0,7%.