Pod koniec roku warszawska giełda wreszcie zachowuje się w miarę "normalnie". Zamiast często powtarzającego się schematu - gwałtowny skok w górę i zaraz duża korekta - mamy stabilny trend, w trakcie którego zdarzają się naturalne korekty. Gdyby jeszcze zmienność rynku była trochę wyższa...

W kategoriach korekty postrzegam zachowanie kontraktów na wczorajszej sesji. Wprawdzie przez całe notowania przeważała podaż, a na wykresie pojawiła się czarna świeca, ale żadne istotne sygnały nie padły. Wczorajszy spadek był drugim z rzędu. Wykres kontynuacyjny znalazł się na zamknięciu na 1934 punkty i jest to 20 punktów powyżej szczytu z 3 grudnia i krótkoterminowej linii trendu wzrostowego. Wydaje się, że właśnie do 1915 punktów może potrwać ewentualny spadek, tak żeby nie padły krótkoterminowe choćby sygnały sprzedaży. Przebicie tego wsparcia też trudno będzie interpretować jako definitywne zakończenie wzrostu na GPW. Już na 1850 pkt znajduje się wolniejsza, właściwa linia trendu, a także górne ograniczenie październikowo-listopadowej konsolidacji. Ponieważ spadek rozpoczął się dokładnie w momencie, gdy zrealizowany został zasięg wzrostu wynikający z trendu bocznego, spadek do tej właśnie wartości miałby swoje uzasadnienie. Na razie jednak nawet nie naruszone pozostaje 1915 pkt.

Korzystnej sytuacji krótkoterminowej (choć świeczka, która kształtuje się na wykresie tygodniowym nie wygląda po dzisiejszej sesji zachęcająco), przeciwstawić można spojrzenie z nieco dłuższej perspektywy. Okazuje się, że wykres kontynuacyjny znajduje się niemal dokładnie na 62-proc. zniesieniu bessy z lat 2000-2001. Samo w sobie nie jest to oczywiście sygnałem sprzedaży, ale każe zachować daleko idącą ostrożność.