Reklama

Z prazdnikom!

Publikacja: 23.12.2004 07:39

Otrzymałem już trochę świąteczno-noworocznych kartek od giełdowych spółek. Jedna rzecz mnie zafrapowała: w wielu pojawiły się życzenia pisane także w innym niż polski języku. Angielski - to wiadomo - żadna niespodziana. Francuski? Rzadko, może dla podkreślenia dobrych manier. Ale niemiecki? Albo rosyjski - zapomniany całkiem. A wszystkie naraz? Tym razem i tak się zdarzyło. Przykładem pocztówka od Pfleiderera. Czyli od Grajewa.

Powiedzmy sobie szczerze: nasz biznes zaściankowy jest, mimo wszystko. Ale coś się jednak zmienia. Grajewo musi być wielojęzyczne, bo zakłady ma w Polsce, inwestora strategicznego z Niemiec, a fabrykę buduje, współpracując zresztą z Forte, w Rosji. Podobnie inne firmy. Gdyby tak jeszcze giełda...

Aż dziw bierze, że ani ja, ani nikt z moich kolegów nie dostał życzeń po ukraińsku, co byłoby i na czasie (skoro sercem jesteśmy z Ukraińcami), i na miejscu (bo tam również coraz więcej naszych przedsiębiorstw buduje swoje zakłady). Ale to się też pewnie zmieni.

Wielu Ukraińców, Litwinów czy Białorusinów mówi po polsku, co jest kapitałem ogromnym, choć marnotrawionym i, niestety, nie pomnażanym. Niemcy uczą się ponoć polskiego. Słusznie. Niektórzy już tankują na polskich stacjach i to nawet nie przekraczając granicy. Znacznie więcej może być tych, którzy wkrótce używać będą naszych prezerwatyw. Unimil zamierza przecież przejąć swojego właściciela - Condomi (może kiedyś Grajewo też pójdzie tym tropem...). Gdyby tak jeszcze na jego wyrobach umieścił logo: Teraz Polska. Jakie to dalekosiężne skutki mogłoby wywołać, choćby poprzez oddziaływanie na wyobraźnię (i podświadomość) piękniejszej części niemieckiego społeczeństwa. Czy to nie najlepszy sposób na przełamywanie uprzedzeń i zmianę stereotypów (pod warunkiem, rzecz jasna, że wyrób dosłownie i w przenośni pękać nie będzie)?

Chciałbym więc od naszych firm dostawać więcej wielojęzycznych kartek. Na przykład z życzeniami po słowacku i czesku. PZU byłoby pewnie głównym graczem na rynku ubezpieczeń w niektórych sąsiednich krajach, np. na Słowacji, gdyby nie Eureko, ale kto wie - może jeszcze nadrobi zaległości. Firmy sprzedające odzież zasadnie przewidują, że jak się coś opłaci tu, to może się opłacać i gdzie indziej. Otwierają sklepy u sąsiadów, ale w planach mają też podbój Zachodu. I słusznie, bo trzeba mieć wizję. Na szczęście mają też naśladowców wśród handlarzy innymi towarami. No, a OFE? Ich aktywa wynoszą ponad 19 mld dolarów i rosną. Fundusze mogłyby (gdyby mogły...) kupić... jedną średniej wielkości spółkę amerykańską albo kilka dużych, wręcz bardzo, ukraińskich, czeskich czy rosyjskich (nawet zakłady wydobywcze Jukosu). Dziś jeszcze dosyć tanich. Oczywiście nie chodzi o to, by się pokazać, błysnąć na innych rynkach, rzucić groszem i... stracić. Ulokować i zarobić - oto cała sztuka. A zyski reinwestować: w kraju i za granicą. I słać życzenia w wielu językach...

Reklama
Reklama

Tak, cieszą mnie te wielojęzyczne kartki jakoś szczególnie. Ja wiem - to nie jest poprawne politycznie myślenie. Ale co zrobić. W czasach, kiedy Włosi rezygnują z budowy szopek, francuscy uczniowie protestują przeciwko choince w szkole, a w Anglii zabrania się wystawiania jasełek, choćby z przekory i dla zachowania minimum równowagi psychicznej, poprawny politycznie być nie zamierzam.

A swoją drogą: dlaczego nikt nie zaprotestuje przeciwko zdobieniu głównych ulic świątecznymi dekoracjami i puszczaniu kolęd w supermarketach? Co, muzułmanie nie spacerują i nie robią zakupów? A może Boże Narodzenie jest be z przyczyn politycznych, ale cacy z przyczyn handlowych?

Zgódźmy się: kolędy wyśpiewywane w wielkich sklepach na dwa miesiące przed Bożym Narodzeniem to zbrodnia najgorsza - zbrodnia podłego smaku.

A teraz z zupełnie drugiej strony: mamy szał świątecznych zakupów. Nie my jedni. Widać konsumenci muszą czasem dać upust. Przykład pierwszy z brzegu: Czesi (swoją drogą, coś mało u nich inwestujemy, nie licząc Unipetrolu oczywiście), których, jak donoszą media, ogarnął amok. Nie religijny, bynajmniej. No, ale i u nas rzecz się ma podobnie. Więc ja zupełnie niepoprawny - znowu zawołam: kupuj polskie, jeśli dobre. I nie przejmuj się. Przecież jakoś nasi przedsiębiorcy muszą zebrać kapitał na krajowe i zagraniczne inwestycje. Inaczej będziemy dostawać kartki tylko w obcych językach. A to już takie dobre by nie było.

Dygnitarze z Zachodu mówią, że tak nie wolno, że nie przystoi, że nie uchodzi w międzynarodowym towarzystwie. Tylko dlaczego, jeśli np. francuska spółka zaprasza do swojego kraju, to funduje gościom przelot samolotem Air France. Albo dlaczego Francuzi (i nie tylko oni) najchętniej kooperują tu u nas z krajanami? Bo wszyscy dbają o swoje interesy, choć nie wszyscy głośno o tym mówią. Spryciarze. Ale mi wolno, bo ja jestem niepoprawny. I poprawy nie obiecuję. Czego i Państwu życzę!

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama