Otrzymałem już trochę świąteczno-noworocznych kartek od giełdowych spółek. Jedna rzecz mnie zafrapowała: w wielu pojawiły się życzenia pisane także w innym niż polski języku. Angielski - to wiadomo - żadna niespodziana. Francuski? Rzadko, może dla podkreślenia dobrych manier. Ale niemiecki? Albo rosyjski - zapomniany całkiem. A wszystkie naraz? Tym razem i tak się zdarzyło. Przykładem pocztówka od Pfleiderera. Czyli od Grajewa.
Powiedzmy sobie szczerze: nasz biznes zaściankowy jest, mimo wszystko. Ale coś się jednak zmienia. Grajewo musi być wielojęzyczne, bo zakłady ma w Polsce, inwestora strategicznego z Niemiec, a fabrykę buduje, współpracując zresztą z Forte, w Rosji. Podobnie inne firmy. Gdyby tak jeszcze giełda...
Aż dziw bierze, że ani ja, ani nikt z moich kolegów nie dostał życzeń po ukraińsku, co byłoby i na czasie (skoro sercem jesteśmy z Ukraińcami), i na miejscu (bo tam również coraz więcej naszych przedsiębiorstw buduje swoje zakłady). Ale to się też pewnie zmieni.
Wielu Ukraińców, Litwinów czy Białorusinów mówi po polsku, co jest kapitałem ogromnym, choć marnotrawionym i, niestety, nie pomnażanym. Niemcy uczą się ponoć polskiego. Słusznie. Niektórzy już tankują na polskich stacjach i to nawet nie przekraczając granicy. Znacznie więcej może być tych, którzy wkrótce używać będą naszych prezerwatyw. Unimil zamierza przecież przejąć swojego właściciela - Condomi (może kiedyś Grajewo też pójdzie tym tropem...). Gdyby tak jeszcze na jego wyrobach umieścił logo: Teraz Polska. Jakie to dalekosiężne skutki mogłoby wywołać, choćby poprzez oddziaływanie na wyobraźnię (i podświadomość) piękniejszej części niemieckiego społeczeństwa. Czy to nie najlepszy sposób na przełamywanie uprzedzeń i zmianę stereotypów (pod warunkiem, rzecz jasna, że wyrób dosłownie i w przenośni pękać nie będzie)?
Chciałbym więc od naszych firm dostawać więcej wielojęzycznych kartek. Na przykład z życzeniami po słowacku i czesku. PZU byłoby pewnie głównym graczem na rynku ubezpieczeń w niektórych sąsiednich krajach, np. na Słowacji, gdyby nie Eureko, ale kto wie - może jeszcze nadrobi zaległości. Firmy sprzedające odzież zasadnie przewidują, że jak się coś opłaci tu, to może się opłacać i gdzie indziej. Otwierają sklepy u sąsiadów, ale w planach mają też podbój Zachodu. I słusznie, bo trzeba mieć wizję. Na szczęście mają też naśladowców wśród handlarzy innymi towarami. No, a OFE? Ich aktywa wynoszą ponad 19 mld dolarów i rosną. Fundusze mogłyby (gdyby mogły...) kupić... jedną średniej wielkości spółkę amerykańską albo kilka dużych, wręcz bardzo, ukraińskich, czeskich czy rosyjskich (nawet zakłady wydobywcze Jukosu). Dziś jeszcze dosyć tanich. Oczywiście nie chodzi o to, by się pokazać, błysnąć na innych rynkach, rzucić groszem i... stracić. Ulokować i zarobić - oto cała sztuka. A zyski reinwestować: w kraju i za granicą. I słać życzenia w wielu językach...