- 2004 r. był ciężki dla zarządzających funduszami akcyjnymi w USA. Musieli się solidnie napracować, by wypracować wynik powyżej średniej rynkowej - mówi, cytowany przez Bloomberga, Hans Olsen, dyrektor ds. inwestycyjnych w bostońskiej firmie Bingham Legg Advisers. Wśród głównych powodów, dla których ubiegły rok okazał się znacznie gorszy od poprzedniego, wymienia przede wszystkim wysokie ceny ropy oraz zaostrzenie polityki pieniężnej przez Rezerwę Federalną USA. W pierwszych 10 miesiącach 2004 r., gdy cena ropy szła ostro w górę (w październiku osiągnęła rekordowy poziom ponad 55 USD za baryłkę), fundusz akcyjny w USA notował średnią stopę zwrotu w wysokości zaledwie ok. 3%. Zarządzający powetowali sobie niepowodzenia dopiero w listopadzie i grudniu, gdy zniżka cen surowca przyczyniła się do poprawy giełdowej koniunktury.
Rok 2003 był dużo lepszy
Nie zmienia to jednak faktu, że średnio 12-proc. stopa zwrotu to "marny" wynik w porównaniu z 34% rok wcześniej. A przyszły rok również nie jawi się funduszom akcji w jasnych barwach. - Spodziewany jest spadek tempa wzrostu zysków spółek, i to już jest powód, żeby podejrzewać, że podmioty te będą notować gorsze wyniki w 2005 roku - twierdzi Gus Sauter, dyrektor ds. inwestycji w dużej rodzinie funduszy Vanguard Group. Do tego dochodzi jeszcze m.in. perspektywa dalszych podwyżek stóp procentowych przez Fed oraz spodziewany spadek tempa wzrostu gospodarczego w najbogatszych krajach świata.
Mniejsze spółki
na pierwszym miejscu