Kupującym zabrakło na poniedziałkowej sesji determinacji, czy raczej kapitału, by doprowadzić WIG20 do 2 tys. pkt, choć wydawało się, że jest to w zasięgu ich możliwości. Wczorajsza sesja nie przekreśla jeszcze szans na kolejną próbę dotarcia do tej bariery. Jednocześnie potwierdza się przypuszczenie, że może ona odegrać dość istotną rolę. Dotarcie w jej pobliże ma szanse wyzwolić silniejszą korektę. Rynek od dłuższego czasu rośnie dość wąsko, pozwalając wątpić w siłę kapitału płynącego na nasz parkiet. Natomiast zagraniczne giełdy wydają się coraz bardziej "zmęczone" wzrostem. Przyjmując, że to zagraniczne podmioty stoją za ostatnimi zakupami akcji największych polskich firm, pogorszenie nastrojów na świecie powinno zaowocować również realizacją zysków na naszym parkiecie.
W najbliższych tygodniach inwestorzy zarówno w Polsce, jak i na świecie będą musieli sobie odpowiedzieć na pytanie o to, czy warto podejmować ryzyko trzymania czy kupowania akcji, skoro w powszechnej opinii mają one w 2005 r. przynieść porównywalną z bezpiecznymi lokatami stopę zwrotu. W wielu przypadkach może ją poprawić wypłata przez spółki dywidend z rekordowych zysków, ale w odniesieniu do aktualnych kursów w większości przypadków nie będą to imponujące kwoty. Bardziej będą kusić inwestorów instytucjonalnych, którzy trzymają papiery przez długi czas, niż tych ze spekulacyjnym nastawieniem.
W takiej sytuacji atrakcyjność lokowania na giełdzie z racjonalnego punktu widzenia nie przedstawia się obecnie zbyt zachęcająco. Chyba że wierzymy w utrzymanie się mody na giełdy w naszym regionie i doprowadzenie przez nią do bardzo wyraźnego przewartościowania walorów z tej części Europy. Czy przy stopniowej obniżce cen ropy (źle wpływa na postrzeganie liderów ubiegłorocznego wzrostu - PKN, MOL-a, Unipetrolu), umacniających się lokalnych walutach (pogarszających rentowność eksporterów) oraz rosnącym przekonaniu o zbliżającej się korekcie na rynku obligacji (uderzy ona w najsilniejszy od wielu tygodni sektor bankowy) może się tak stać? Wydaje się to raczej mało prawdopodobne, więc każdy negatywny sygnał może wyzwolić większą podaż na warszawskiej giełdzie.