Pomimo niewielkich obrotów oraz zamkniętych rynków w Londynie, na GPW absolutnie nudno wczoraj nie było. To zasługa początku nowego roku, na który instytucje przygotowują swoje portfele, oraz spekulantów, którzy pod takie "przygotowania" grają. A prawdziwa rozgrywka zacznie się tak naprawdę dopiero dzisiaj, gdy do gry wejdą najwięksi globalni gracze. Oczywiście, nie chcę zbyt mocno demonizować roli "Londynu" w ustalaniu koniunktury na GPW, ale właśnie na początku roku większość analityków tam kieruje swój wzrok.
Wyczekiwanie na największe fundusze było widać nie tylko na GPW. Obroty były mizerne na większości europejskich parkietów, a szczególną uwagę zwracał wczoraj węgierski BUX, którego WIG20 bardzo wiernie naśladował. To kolejny argument za tym, że w tym tygodniu parkiet będzie zdominowany przez spekulacje o posunięciach, umownie powiedzmy, angielskich funduszy.
Podsumowując sesję należy podkreślić siłę banków i słabość na tym tle pozostałych, nawet tych ulubionych przez zagranicę spółek (KGHM, PKN, TP). Nie należy jednak wyciągać po takiej sesji zbyt pochopnych wniosków. Dzisiaj rynek może wyglądać zdecydowanie inaczej, a dynamiczne zmiany nastrojów powinny być w tym tygodniu szczególnie częste. Wczoraj emocje głównie pokazywały kontrakty, które "przekręciły" na moment bazę na minus, demonstrując rozczarowanie brakiem powtórki zeszłorocznego noworocznego rajdu. Jeśli miałbym coś prognozować, to dzisiaj nerwy puszczą nie daytraderom, ale krajowym byczym instytucjom, bo wystarczy iskra na rynkach naszego regionu, by przy ostatnich świetnych nastrojach mit wracającego ze świąt Londynu wywołał na rynkach krótkotrwałą euforię. Do końca tego tygodnia takiego scenariusza się "obawiam". O logicznym zachowaniu rynku będzie można pisać od przyszłego poniedziałku.