Zdaniem Jacka Sochy, takie umowy, jakie ostatnio zawarto z załogą w spółce Energa, nie są w energetyce niczym niezwykłym. Były podpisywane już 5 lat temu - czyli za czasów rządu Jerzego Buzka - m.in. w Elektrowni Turów i Elektrowni Bełchatów. - Umowy takie dotyczą wyłącznie pracowników. Jeżeli natrafimy na umowę obejmującą zarząd, zostanie ona natychmiast anulowana - zapewnił minister skarbu. Dodał, że dotychczas nie spotkał się z żadnym tego typu przypadkiem.

Mimo to Socha powiedział, że, jego zdaniem, nadzór właścicielski nad negocjowaniem umów społecznych w sektorze energetycznym powinien być wzmocniony. Minister zapewnił też, że wypłacanie wysokich odpraw nie może być, w świetle prawa, uzasadnionym powodem do podwyżki cen prądu.

Były minister skarbu Wiesław Kaczmarek powiedział wczoraj w Radiu Zet, że premier Marek Belka - który twierdził, że 10-letnie gwarancje pracy w energetyce zostały wynegocjowane za rządów koalicji AWS-UW - został wprowadzony przez swoich współpracowników w błąd. - To są decyzje, które zostały zrealizowane od maja do końca 2004 roku - powiedział Kaczmarek. Były minister przypomniał, że gdy w 2003 roku tworzono grupę Enea, MSP przyjęło za górny limit okresu zatrudnienia w umowie społecznej 4 lata. - To miało być wyznaczenie standardów postępowania w sektorze energetyki - podkreślił Kaczmarek.

Prokuratura bada umowy społeczne zawarte w spółkach energetycznych nie tylko w Gdańsku, ale także w Krakowie (Enion), w Poznaniu (Enea) i Wrocławiu (Energia Pro) - powiedział prokurator krajowy Karol Napierski.

PAP