- To dobrze, że zanotowaliśmy wzrost, ale nie można uciec od faktu, że jest on zasługą zagranicy - stwierdził Anton Boerner, przewodniczący organizacji BGA, skupiającej niemieckich eksporterów i hurtowników. I faktycznie, jak podał urząd statystyczny w Wiesbaden, eksport z Niemiec wzrósł w zeszłym roku aż o 8,2%, podczas gdy konsumpcja prywatna, która w oczach wielu specjalistów tak naprawdę świadczy o sile gospodarki, zmniejszyła się trzeci rok z rzędu. Tym razem o 0,3%.

Tempo wzrostu gospodarczego na poziomie 1,7% to dla Niemiec najlepszy wynik od czterech lat i kompletne odwrócenie nastrojów w porównaniu z 2003 r., kiedy PKB skurczył się o 0,1%. Jednak porównując z innymi światowymi potęgami, niemieckie tempo wzrostu wciąż wygląda mizernie. Szacunki mówią bowiem, że gospodarki USA i Japonii rozwinęły się w zeszłym roku o sporo ponad 4%.

Jeśli chodzi o ten rok, perspektywy największej gospodarki Starego Kontynentu nie wyglądają najlepiej. Przez ostatnie dwanaście miesięcy euro umocniło się aż o 8% w stosunku do dolara, do poziomu najwyższego w historii, co pod znakiem zapytania stawia utrzymanie dobrej koniunktury w eksporcie. Dodatkowo ponownie pogorszyła się sytuacja na rynku pracy i stopa bezrobocia jest teraz najwyższa od sześciu lat. To z kolei nie będzie sprzyjać zwiększaniu wydatków przez konsumentów.

Rząd kanclerza Gerharda Schroedera może tylko liczyć, że konsumpcję prywatną napędzą wprowadzone obniżki podatków. Łącznie obciążenia fiskalne dochodów osobistych spadną w tym roku w Niemczech o 6,5 mld euro. Rząd liczy też, że z czasem zmniejszy się bezrobocie - za sprawą obowiązujących od początku roku nowych przepisów dotyczących zatrudnienia, m.in. ograniczających zasiłki.

Bloomberg