Od 3 stycznia na rynku terminowym bezwzględnie królują niedźwiedzie. Marcowe kontrakty straciły ponad 140 pkt i spadły poniżej szczytów z kwietnia (1884 pkt) i października ub.r. (1867 pkt) oraz 38,2-proc. zniesienia rozpoczętego w sierpniu impulsu wzrostowego (1850 pkt). Są to jednoznaczne sygnały sprzedaży. Nie jedyne zresztą. Podobne sygnały wygenerowały główne wskaźniki. W tej sytuacji trudno mieć wątpliwości, w którą stronę podąży rynek w najbliższych tygodniach, a może nawet i miesiącach.

Wątpliwości nie budzi również sytuacja na wykresie tygodniowym. Potwierdzona formacja objęcia bessy, sygnały sprzedaży na wskaźnikach, przełamany kwietniowy szczyt oraz liczne negatywne dywergencje, to nie tylko sygnały zmiany krótkoterminowej tendencji, ale być może nawet zmiana trendu długoterminowego. To jednak będziemy mogli ocenić dopiero po zachowaniu kontraktów w okolicach 1630 pkt (dołek z sierpnia, zniesienie Fibonacciego).

Zanim jednak kontrakty dotrą do 1630 pkt, wcześniej powinniśmy być świadkami korekty. Wskazują na to niektóre szybkie oscylatory. Ponadto trzy tygodnie spadku powinny uaktywnić "łapaczy dołków". Zasięg ewentualnej korekty to 1884 pkt, czyli połowa wtorkowego czarnego marobuzu.

W tym tygodniu Wigometr idealnie sprawdził się jako antywskaźnik. Kontrariańskie podejście sugerowało, że 46% optymistów to stosunkowo za dużo, żeby oczekiwać wzrostu. I faktycznie kontrakty straciły w tydzień prawie 4%, a indeks dużych spółek 3%. Łapacze dołków więcej szczęścia powinni mieć w najbliższych dniach. Ostatni odczyt Wigometru wyniósł 0. Wśród ankietowanych po 37% oczekuje zarówno wzrostu, jak i spadku indeksu WIG20 na koniec przyszłego tygodnia. To "pozwala" już na wzrost, a mówiąc dokładniej na większą korektę.